O relacji z własną kruchością

O relacji z własną kruchością

Przedwczoraj wysłałam list o relacji z kruchością. Dziś też bardzo mam ją w sercu. Tą własną również.

„Czym ona jest? [Kruchość].

To na przykład nasze miejsca zranione, które sprawiają, że pewne sytuacje lądują u nas boleśniej. To myśli, jakie mamy na własny temat, które nieszczególnie dodają nam skrzydeł. To nasze trudne historie, które nieraz potrzebujemy opowiedzieć tysiąc razy, by zrozumieć ich sens, ale także by gdzieś mógł w końcu wypowiedziany zostać cały ich ból.

Ale nasze kruche miejsca to także to wszystko, w czym czujemy się inni, niż byśmy marzyli: mamy mniej sił, nasze pomysły nie zawsze są genialne, spóźniamy się, gubimy parasolki, zawodzimy naszych bliskich.

Z kruchością wolelibyśmy się gdzieś schować, żeby nas nikt nie widział. Żeby nawet światło dzienne nas nie widziało (…)”.

Całość znajdziecie TU. Link do zapisów na te listy TU.

A na zdjęciu jest dla mnie metafora tego, jak kruchość przyzywa współczucie. Wysyła w kosmos zapytanie, czy ono gdzieś jest, czy ktoś je widzi i słyszy. Tubę zmontowała sama, prowizorycznie z tego, co było pod ręką. Ona, mała plamka na mapie wszechświata (przecież inni mają większe problemy).

Dzisiejszy dzień jest o tym, że współczucie nas widzi i słyszy. Przychodzi i obejmuje w najczulszy sposób właśnie tam, gdzie doświadczamy czarnych dziur braku.

Małgosia

Zdjęcie przyszło do mnie kiedyś razem z muzycznym poleceniem od serdecznego kolegi, Bartka, fotografa, muzyka, człowieka wielu, wielu pasji i talentów.