Obudź się obok obcego człowieka

Obudź się obok obcego człowieka

„Obudziłam się obok obcego człowieka”. „Kobieta obok mnie stała się dla mnie kimś obcym”. Tak czasami ktoś powie po latach bycia razem. Ta obcość – to mur, który najpierw wyrasta w naszych głowach. Mur ocen, pretensji, rozczarowania, niespełnionych oczekiwań. Z niego bierze początek ta obcość. Odmawiamy miłości nie realnej osobie, ale jej obrazowi, jaki w nas dobrze się już utrwalił.  Zwłaszcza jeśli na przestrzeni życia doświadczyliśmy wcześniej wiele braków – troski, miłości, obecności, uwagi – wówczas ta osoba, która budzi się obok nas, niesie na plecach tak wielki ciężar. Żeby nas pokochać, jak nikt nigdy do tej pory nie kochał. I się jej nie udało.

Nikt z ludzi tego nie umie.

Więc tak, obudź się raz naprawdę w taki sposób, jakby obok ciebie była obca kobieta, obcy mężczyzna. Popatrz na tego człowieka oczami, które widzą ją albo jego pierwszy raz. Bez ocen, bez pretensji jeszcze za wczoraj i za piętnaście albo pięćdziesiąt lat do tyłu. Spojrzyj na tego człowieka i ciężary, jakie nosi. Na historię, jaką ma za sobą. Czy jest szczęśliwym mężem, szczęśliwą żoną? Czy dużo się uśmiecha?

Spojrzyj tak, jak patrzyłeś czy patrzyłaś po raz pierwszy, gdy coś cię w środku dotknęło. Gdy wszystkie flesze świata wydawały się spoczywać tylko na niej, tylko na nim. Przypomnij sobie tą świeżość, z jaką można patrzeć na człowieka, który jeszcze jest całkiem wolny, który nie jest jeszcze TWÓJ.

Z tym wszystkim spojrzyj. Obudź się jutro inaczej. Obudź się obok obcego człowieka i pokochaj go na nowo.

M

 

3 komentarzy

  1. Anastazja

    Często gdy wiążemy się z drugą osobą oczekujemy, że zapełni ona nasze braki: brak miłości, uwagi, ciepła i inne. Zakochujemy się nie w realnym człowieku, ale w naszych wyobrażeniach. Wyobrażeniach tego, że wypełni on nasze pustki, zaspokoi potrzeby. Moim zdaniem sami powinniśmy zadbać o sobie, wypełnić braki. Dopiero będąc integralnym możemy wejść w związek z drugą osobą i nie obarczać ją swoimi pragnieniami, pustkami.

    1. Małgorzata Rybak

      Kłopot w tym, że te pustki i braki dochodzą do głosu dopiero w bliskich relacjach, więc nie bardzo jest jak wcześniej przetrenować… W moim odczuciu potrzeba kształtować takie modele „pracy nad relacją” czy towarzyszenia ludziom w relacjach, by było wystarczająco dużo przestrzeni na zajęcie się własnymi ranami każdej z osób i doświadczania ich uzdrowienia. Co wymaga przecież i tak wiele czasu.

  2. Anastazja

    Zgadzam się w pełni. Biorąc ślub myślałam, że moje życie będzie szczęśliwsze, że nareszcie ktoś mnie wysłucha, pokocha, będzie blisko i myślałam, że takie potrzeby zaspokoję w małżeństwie, bo po to ono między innymi jest. Myliłam się. Będąc sama poraniona spotkałam człowieka, który również był poraniony i łudziłam się, że stworzymy szczęśliwą rodzinę, jeżeli postaramy się. Często łączymy się z ludźmi, którzy są do nas podobni, bo wydaje się nam, że oni nas rozumieją. Łączymy się wg schematów zaczerpniętych ze swojej rodziny. Bardzo ciężko zapełnić pustki, które powstały w domu rodzinnym. Mimo, że jesteśmy dorośli to ciągle z tyłu głowy pojawiają się komunikaty, które wpajali nam rodzice, które nie zawsze wpływają budująco, ale również destruktywnie.

Komentarze są zamknięte.