Te rzeczy pozornie słabe i małe wymagają jednak wielkiej odwagi. Łatwiej jest powiedzieć: „Czy zawsze tak późno musisz wracać z pracy?” albo że „obchodzi Cię tylko ten Twój projekt” niż „czuję się dzisiaj jakaś rozbita, czy mógłbyś spędzić ze mną trochę czasu?” Łatwiej wypalić: „Czy w tym domu tylko ja chcę utrzymać jakiś ład?” niż „jestem dziś naprawdę wykończony i potrzebuję Waszej pomocy w doprowadzeniu domu do porządku”.
Na ślepo i automatycznie wybieramy rozwiązania, które oddalają nas od lądu bliskości i z rozpaczą patrzymy, jak upragniony brzeg znika z horyzontu, a wzmaga się sztorm, który pochłania nas samych i najważniejsze relacje. Bo jeśli słyszę, że „zawsze wracam późno z pracy”, od razu przypominam sobie setki sytuacji, że wyszedłem wcześniej. A kiedy dostaję na klatę, że obchodzi mnie tylko mój projekt, boli mnie każda część mnie, bo przecież robię to dla was i dawno już wyjechałbym w Bieszczady, gdyby nie troska o rodzinę i poczucie odpowiedzialności za innych.
Podobnie żona, słysząc, że jedyną osobą w domu, którą obchodzi porządek, jest wracający z pracy mąż, poczuje się wymazana gumką, wraz z historią trylionów decyzji odkładania rzeczy na miejsce i proszenia innych o pomoc, często zresztą z poczuciem bycia słabo słyszaną.
A jednak jako pierwsze narzędzie odnajdujemy pod ręką karabelę gotową do ataku. Przecież nie dlatego, że lubimy wyżywać się na innych. Tylko dlatego, że tak trudno odsłonić własne serce. Najpierw dla siebie. Jeśli zyjemy na poziomie takiej świadomości swoich uczuć i najgłębszych potrzeb, że odbieramy je jedynie jak ćmienie w czaszce bez nazwy i specyficznego miejsca pochodzenia- to i remedium wybieramy na oślep. Ale jeśli już umiem poczuć, że „jestem rozbita”, bo stało się dzisiaj kilka rzeczy, które siadły na klatce piersiowej jak czterdziestokilowy psiak, mogę powiedzieć Ci coś o sobie na głębszym poziomie niż znana piosenka o wiecznej irytacji. Jeśli wiem, że jestem „zmęczony”, a to, że „wkurzony” wynika z kalkulacji sił (i tu, z siłami właśnie znajduję się pod kreską wobec wyzwań), mogę wejść w inny rodzaj dialogu niż podaje mi frustracja.
Dlatego potrzebne są tak pozornie kruche narzędzia, jak czułość, cisza, otwartość, zasłuchanie. Sprzyjają odwadze zaglądania do własnego serca i brania w obronę innych przed skutkami mojego niezrozumienia samej czy samego siebie – i przed niezdolnością opowiadania o tym, jak bardzo pragnę być blisko.
Małgorzata Rybak