Odwaga przyznania się do siebie

Odwaga przyznania się do siebie

– Przyszłam po Pawełka – mówię, słysząc w domofonie szkolnym: „Halo?”.

– Poszedł na zajęcia z eksperymentów – słyszę. To pierwszy moment, gdy myślę „Co za porażka, nie wiem, kiedy moje dziecko kończy zajęcia”.

– A gdzie będę mogła go odebrać po zajęciach?

– Nie wiem, teraz jest na eksperymentach, nie wiem, ile trwają.

[ta wymiana nieporozumień trwa jeszcze chwilę, każda z nas powtarza swoje kwestie, a ja oczami wyobraźni widzę zagubionego chłopca nie wiadomo w jakiej sali, w jakim miejscu w kosmosie, do końca świata – moja orientacja przestrzenna jest bowiem zerowa i do dziś śnią mi się klatki schodowe prowadzące donikąd w mojej własnej szkole].

– Jak to możliwe, że Pani nie wie, gdzie będzie dziecko za 40 minut? – nie wytrzymuję.

Odchodzę bez pożegnania i zaczynam oddychać. Zapadam się pod ziemię w temacie stylu, w jakim poprowadziłam tą rozmowę – nie wiem dokładnie nawet z kim po drugiej stronie, przy gromadzie rodziców czekających na swoje dzieci przed szkołą.

I myślę, że tak to właśnie jest.

Lęk tak bardzo nie czuje w niczym oparcia, że chwyta się złości.

To słuszny instynkt, gdy do ochrony swoich granic i wartości potrzebna jest mobilizacja i siła.

Czasem jednak ten instynkt jest całkiem mylny.

Można chwytać się złości, gdy boimy się, że zrobiliśmy coś głupiego i wszyscy nas teraz ocenią. Obrzucamy siebie samych wyzwiskami, zanim zrobi to ktoś inny.

Można wdać się w sprzeczkę z kasjerem o cztery złote, których sensu na paragonie nie umiemy stwierdzić, bo boimy się, czy nam starczy do pierwszego albo na emeryturze.

Krzyczymy, gdy ktoś nam przeszkadza w skupieniu załatwić sprawy, bo boimy się, że nieogarnięty kalendarz wystawi nam rachunek w postaci nienaprawialnej katastrofy.

Złościmy się na dziecko, które pochłonęło pół paczki krówek, bo boimy się, że jesteśmy beznadziejnymi rodzicami, którzy nie dopilnowali tego lepiej.

Albo wściekamy się na nastolatka, który ma bałagan w pokoju, bo obawiamy się, że skończy na działce jako bezdomny.

Wydaje się nam, że sposobem na lęk jest mocne uderzenie, nie zaś objęcie go i przyznanie się do siebie samych. Do własnej wrażliwości i niedoskonałości. Do skrywanych w głębi serca obaw i potrzeby wsparcia.

Żeby przyznawać się do siebie samych w trudnych chwilach, potrzebujemy odwagi.

A jeśli chcesz się tego uczyć razem ze mną, zapraszam serdecznie do grupy rozwojowej online, gdzie będziemy budować bezpieczeństwo, w którym możliwa staje się odwaga. A dzięki niej – przybywa bezpieczeństwa.

Informacje i zapisy TU [KLIK].

Bądźcie dobrzy dla siebie

Małgosia