Kiedy wszystko się zawaliło, kiedy wydaje się, że już nic nie ma do zrobienia, okazuje się, że można to zawalone opłakać, otulić w całun i pochować.
Czasem opłakać rozdzierająco, jeśli właśnie jesteśmy w miejscu, że wydaje się, że coś w naszym życiu zawaliło się bardzo i pogrzebało wiele. A czasem ten rozdzierający płacz wynika z gorszej dyspozycji, z nagromadzenia wielu trudnych wydarzeń, z poczucia bezradności.
Zatrzymywało bardzo uczestników moich warsztatów, gdy mówiłam, że warto mieć swoje rytuały świętowania strat. W szczególności otulania ich. Otulania na poziomie fizycznym, bo jest nam źle, w myślach się wszystko przepala.
Potrzebujemy więc, żeby ktoś nas przytulił. Potrzebujemy zjeść i napić się (pamiętam słowa Orzecha, jak potężnym gestem jest zrobienie herbaty gdy właśnie coś się zawaliło, ale też zobaczcie, że po pogrzebie ludzie idą na stypę i jedzą). Potrzebujemy otulenia kocem, kołdrą – potrzebujemy poczuć wokół siebie miękkość, jak małe dzieci.
Coś się zawaliło, ale coś nas trzyma.
Współczucie nas trzyma*.
Przygotowuje nas na to, że pojawi się nowe.
Z życzeniami dobroci dla siebie
Małgosia
*Wiecie, że pieta znaczy po włosku „miłosierdzie”? „Rozmawiając o tej rzeźbie, wielu Włochów zauważa, że obrazuje ostateczną miłość i współczucie”, pisze Mary Welford w książce o podejściu skoncentrowanym na współczuciu.
A grupa, w której będziemy rozwijać także rozmaite rytuały, zaczyna się już w piątek po świętach i możesz dołączyć TU [KLIK].