„Jak dasz palec, zjedzą ci rękę”.
„Bliscy ludzie szybko znikają”.
„Jak się zwierzysz, to… (zostaniesz wyśmiany, ktoś na ciebie nakrzyczy, najesz się wstydu, ktoś sobie pójdzie, twoje sekrety zostaną rozniesione na cały świat)”.
„Nie myśl o sobie”.
„To, co czujesz, jest nieważne”.
Przepisy na bliskość nosimy w sobie od pierwszych momentów życia. Z gestami, słowami i myślami o nas, jakich doznajemy bezbronnie przychodząc na świat, a potem chcąc go eksplorować, zapisuje się nasze DNA bliskości.
W głowie, pamięci, w pamięci ciała, w skrupulatnych zapisach w mózgu, w ciele migdałowatym i hipokampie, w aktywności wydzielania hormownów szczęścia i stresu, pisze się nasz elementarz bliskości.
Skrypty o tym, że bliskość jest darmowa albo że trzeba na nią zasłużyć (lub nie da się na nią zasłużyć wcale). Że bliskość to łagodność albo krzyk i napięcie czy branie na siebie ciężarów ponad siły. Że trzeba po nią sięgać tam, skąd na pewno nie przyjdzie (i sprawdzać to tysiąc razy), a przechodzić obojętnie obok miejsc, gdzie jest na wyciągnięcie ręki.
A czasem wierzymy, że może tylko przyjść z zewnątrz, od kogoś, kto zgadnie jak bardzo jej potrzebujemy – nie zaś, że możemy zaczynać ją tworzyć we własnym wnętrzu albo po nią sięgać.
Nadal można dołączać do adwentowej grupy rozwojowej online „Praktykowanie bliskości”. Jak w adwentowym kalendarzu codziennie będziemy oglądali w niej jakiś kawałek bliskości. I praktykowali wprowadzanie jej małymi krokami w życie. Informacje i zapisy – TU [KLIK].
Bądźcie sobie samym bliscy
Małgosia