Perfekcjonizm – złodziej i kat

Perfekcjonizm – złodziej i kat

Gdybym miała go narysować, mała dziewczynka stałaby na paluszkach, próbując sięgnąć do balonika zawieszonego kilka metrów nad nią. I stałaby tam mimo upływu godzin i dni, coraz bardziej głodna, zziębnięta i osamotniona.

Perfekcjonizm przykrywa ukryte w nas głeboko głody. Głód sukcesu, uznania i żeby ktoś nas kochał. Głód sytuacji, w której jest bezpiecznie, dajemy radę, jesteśmy ok. Wiadomo, że pojawia się tam, gdzie tego poczucia nie dane nam było zasmakować, szczególnie gdy byliśmy mali – że jesteśmy cudowni, wystarczająco dobrzy, że nikt nie zawstydza nas  z powodu efektów naszych działań, nie winduje wymagań w nieskończoność – i wiadomo, iż pochwała nigdy nie przyjdzie.

Trudno jest ogłosić własną kapitulację. Trudno jest powiedzieć sobie, że wyścig z samą sobą w każdej dziedzinie życia jest stratą minut, godzin i dni. Że wystarczy „dobrze”, ale nie warto sięgać po „doskonale” kosztem relacji z innymi, odpoczynku czy robienia innych ważnych i dobrych rzeczy. Nad domowym bałaganem i nad przymusem dostawiania kropek do wszystkich „i” musi przecież w końcu zapanować miłość. Miłość, która przykrywa błędy i śmieje się razem z mężem, żoną, dziećmi i przyjaciółmi z tego, ile procent wyszło ze 120 procent planów.

O perfekcjonizmie i propozycjach, co można zrobić, by sobie z nim poradzić, piszę dziś dla Aleteia Polska (KLIK).

Pięknego dnia, w którym na miłość (także na miłość do siebie samej i dumę z siebie samego) nie trzeba ciągle zasługiwać.

Małgorzata Rybak

Obrazek: KurokoriOkami. Źródło: KLIK