„Ten to ma ego jak stodoła”, mówi się czasem o kimś, kto nie widzi żadnych przeszkód dla swoich możliwości. Ci, którzy mają poczucie, że znaleźli się na przeciwległym biegunie myślenia o sobie, myślą ze smutkiem, że życie tych pierwszych jest naprawdę ekscytujące. I mylnie, niestety bardzo mylnie można brać „ego jak stodoła” za poczucie własnej wartości. „Ego jak stodoła” często może próbować jakoś zakryć i nadrobić wielkimi wyczynami i wielkimi ambicjami – równie wielkie braki i zranienia w tym przeżyciu siebie jako kogoś wartościowego.
Bardzo podoba mi się, jak nurt rodzicielstwa bliskości wokół Agnieszki Stein rozdziela dwie rzeczy: samoocenę i poczucie własnej wartości (za Alfie Kohnem, który nazywa to pierwsze „pewnością siebie”). Samoocena bazuje na liście talentów: to umiem, to mi wychodzi, w tym jestem dobry. Poczucie własnej wartości odnosi się zaś do tego, kim jestem. Czy czuję się kimś wartościowym dlatego, że jestem człowiekiem? Bez moich tytułów, dyplomów i certyfikatów oraz bio z listą osiągnięć? Rano w kapciach, bez fryzury, bez żadnego zadania odhaczonego na liście to-do? Czy myślę o sobie jako o kimś głęboko kochanym i przyjętym?
Mam przekonanie, że większość ludzi jednak doznaje w tym obszarze mniejszego lub większego cierpienia i sama w swoim życiu spotkałam tylko kilka osób, które czuły się ludźmi głęboko wartościowymi i podobnym poczuciem potrafiły obdarzać innych, okazując bezwarunkowy szacunek i empatię. Przy takich osobach można odpoczywać. Można być słabym albo silnym, wesołym albo smutnym. Nie będą cię też na siłę ratować i wtłaczać swoich rozwiązań. Pokażą, że wartość stanowi dla nich po prostu bycie przy tobie.
Poczucie własnej wartości bywa jednak znacznie częściej zranioną roślinką, nadłamaną trzciną, bolącą i kruchą, którą trzeba się zaopiekować. Najpierw ucząc się bycia blisko siebie i przyjmowania siebie. W tym, co jest zwykłe, niedoskonałe, „inne niż wszyscy” (jak sobie wyobrażamy).
Jeśli ktoś mówi, że nie ma czasu zajmować się sobą albo że jest to nieważne, szanuję to, choć w głowie zostaje myśl, co takiego się stało, że porzucił siebie. To porzucenie ma na ogół wielką cenę – ogromnie wyczerpujące udowadnianie całemu światu, że się coś znaczy, jeśli w głębi serca czuje się, że nic. Drugim kosztem jest wielki gniew – bo poczucie bezwartościowości odreagowywane bywa spektakularnymi wybuchami.
Pracuję z namysłem i przejęciem nad warsztatem o poczuciu własnej wartości [KLIK]. Mam nadzieję spotkać się z niektórymi z Was w listopadzie na wspólnych poszukiwaniach w tym temacie. A dziś wieczorem zaczynamy kolejną edycję „ZŁAP ŻYCIE”. Proszę, pamiętajcie o nas, by nam się dobrze pracowało.
M
Photo by Fancycrave on Unsplash