Pokocham siebie, by nie być egoist(k)ą

Pokocham siebie, by nie być egoist(k)ą

Kiedy nie znam swoich potrzeb, czuję złość i opowiadam tylko o mojej złości, nie o tym, co we mnie głębokie i żywe. Nierozpoznane i upchane po kątach potrzeby krzyczą do innych, żeby coś z nimi zrobili. Jak mama, która nigdy nie odpoczywa i wrzeszczy na swoje dzieci, mimo że obiecywała sobie, że nigdy coś takiego nie będzie miało miejsca w jej domu. Jak mąż, który w działaniach żony i dzieci widzi same afronty, ponieważ jest w nim tak wielki głód szacunku, że najmniejszy sprzeciw wydaje się burzyć jego autorytet.

Jak mogę funkcjonować w świecie, jeśli nie mam pojęcia, czego potrzebuję i jakie są moje wewnętrzne głody? Jak mogę stać się dawcą czasu i uwagi, gdy żyję w nieustannym deficycie i nie mam chwili na spotkanie z samym sobą? To przecież jak skakanie z samolotu bez spadochronu, w nadziei, że jakoś to będzie.

Czy to znaczy, że w małżeństwie będę potem egoistą? Właśnie nie. Gdy umiem rozpoznawać swoje fundamentalne potrzeby, zaczynam widzieć, że druga osoba też je ma. Jestem skory/a pomagać drugiej stronie je odkrywać. Częściej niż „musisz zrobic dla mnie to czy to” albo „dlaczego jeszcze nie zrobiłeś”, zadam pytanie: „Czego potrzebujesz?” „Co mogę Ci dać?” Bo stałem i stałam się kimś dorosłym, ucząc się opiekować swoim wewnętrznym dzieckiem.

Naprawdę nie potrafimy kochać innych, nie pokochawszy najpierw samych siebie.

Małgorzata Rybak