Będę dziś sklejać tę figurkę. Oryginalnie małe dziecko stoi tyłem do aniołka, i stawia pierwszy kroczek, podtrzymywane przez swojego opiekuna czule i delikatnie.
Kupiłam ich już uszkodzonych, jako produkt powystawowy – kolekcjonuję prace Susan Lordi i chciałam po prostu zaoszczędzić. Na aukcji zapłaciłam więc stosunkowo niewielką kwotę za zestaw, w którym ułamały się rączki. Gdy zobaczyłam go na zdjęciu, bardzo zapragnęłam zaopiekować się tą awarią, bo wiele do mnie mówiła. O potrzebie bycia wspieranym i o tym, czym jest wsparcie. I dla dzieci, i dla człowieka w ogóle.
Ponieważ figurka była niestabilna z powodu rozłączenia – jak wewnętrzny świat kogoś, kto wsparcia miał i ma za mało – łatwo spadła z kominka. I zdarzyło się kolejne nieszczęście – odłamała się główka.
I tak to działa w dzieciach, jak to przejmująco opisał Lowen czy Katarzyna Schier, czy inni – gdy dzieci mają za dużo do przeżycia, ale nie mają wsparcia, nie są w stanie same pomieścić swoich uczuć. Nie są w stanie także pomieścić rewolucji, która dzieje się w ich ciele. Bólu, lęku, rozpaczy, odrazy, przerażenia, osamotnienia. Dziecko bez kogoś, kto te uczucia pomieściłby w pojemnym dzbanku dorosłego serca – nie jest w stanie poradzić sobie samo. I opuszczone – porzuca samo siebie. Głowa przestaje czuć własne ciało – jego potrzeby, granice, możliwości, prośby.
Pozostaje wysilanie własnej głowy, jak to zrobić, by ktokolwiek w ogóle mnie przyjął. Choć gdy własny świat zostanie zgubiony, trudno uwierzyć w przyjęcie.
Dlatego tak ważne jest połączenie. Rodzica z dzieckiem. Głowy z ciałem. Uczuć i obecności.
Mąż kupił „Kropelkę”, idę kleić.
Bądźcie dobrzy dla siebie 💚
#bliskosiebie #bliskidom