Pomieścić przypływy i odpływy

Pomieścić przypływy i odpływy

Z autobusu miejskiego w Warszawie, którym wracałyśmy z wieczornego spaceru po Łazienkach, Ania wysiada bez portfela.

Myślę więc o tym, jak zmagam się z faktami o życiu.

Fakty o życiu brzmią tak: trudne rzeczy się wydarzają: opuszczają nas przyjaciele, gubimy klucze, płacimy mandaty, nie dostajemy premii, tracimy pracę, chorujemy.

Nawet gdy to piszę, czuję ścisk w dołku. Myślę też o tym, że na każdą z tych rzeczy możemy reagować złością albo załamaniem i zamknięciem się w sobie (lub wszystkim na raz albo po kolei). I to normalne.

Każda z nich może też dokładać kropelkę do bukłaka lęku przed życiem. Skoro w autobusie można upaść, lepiej iść piechotą.

Skoro podróże niosą za sobą tyle ryzyka, lepiej pić kawę na balkonie i nie wybrać się nawet na koncert do sąsiedniego miasta. Jeśli ktoś zawiódł i tak bardzo bolało, nie warto ufać już nikomu.

Gdy nad Warszawą zapada wieczór i szybko robi się ciemno, a my po całym dniu chodzenia szybko biegniemy na naszą kwaterę podłączyć rozładowany telefon, by zastrzec dokumenty – myślę o tym, jak bardzo potrzebna jest umiejętność mieszczenia dyskomfortu.

Niezależnie od tego, czy ma on postać złamanego serca, utraconego człowieka (albo portfela), emocji związanych z popełnionym błędem, bezradnością albo z niewiadomą.

Gdy uczymy się być z dyskomfortem, uczymy się jednocześnie zachowywać choćby najmniejszą, ale rezylientną cząstkę siebie.

To uczenie się, jak pomieścić zachwyt nad pawiami spacerującymi po Łazienkach, i zepsuty wieczór. Trudną wizytę u specjalisty, na którą czekać trzeba było wiele tygodni, i smak sernika baskijskiego w kawiarni. Zaskakujące co krok piękno starówki (nie byłam tu 33 lata!) i dramatyczne zakończenie 1. sezonu „Pierścieni władzy”, na myśl o którym i teraz lecą mi łzy

[bo przypomina mi trudne osobiste historie, przecież zaopiekowane, a jednak wciąż żywe].

Jadąc powrotnym pociągiem z Warszawy, życzę Wam wzmacniania tego wszystkiego, co pomaga Wam mieścić i przeżywać trudne, zachowując jednocześnie żywe serce, w którym odradza się ciągle na nowo nadzieja i zaufanie do życia.

Życzę Wam przytomności, obecności, współczucia. Kontaktu z przyrodą, sztuką, własną ekspresją. Pielęgnowania więzi.

Dobroci dla siebie 💚

Małgosia

PS. Była to piękna podróż, piękna wycieczka, pełna kontaktu z życiem.