Przeziębienie, pranie i pomidorowa

Przeziębienie, pranie i pomidorowa

Od tygodnia walczę z przeziębieniem. To wredny wirus. Nie umiem nazwać części ciała, która nie boli, zwłaszcza nocą. Mogłabym zresztą spać 24h na dobę (gdyby istniała taka nieistniejąca możliwość). Wejście po schodach do droga na Mont Blanc. Tam jednak nie rozpościerają się widoki i perspektywa. Tam, w łazience, rozmnaża się pranie. Szybciej niż podgrzewane w mleku drożdże.

Na dole równie szybko mnożą się mrówki. Są w klockach lego, chodzą po stole, czytają nasze rozłożone na ławie gazety.

Pustoszeje natomiast lodówka. Tam zdecydowanie jest wszystkiego coraz mniej. Z braku laku znowu zakrólowała matka wszystkich zup – pomidorowa.

To doświadczenie pokazuje mi kilka spraw.

Po pierwsze, że jednak nie zadbałam o siebie wtedy, kiedy było trzeba – doprowadzając się do takiego wycieńczenia, które zwiastuje kłopoty. Wszystkiego było za dużo, ale ja nie widziałam łańcucha przyczynowo-skutkowego, mocno zajęta wbijaniem gwoździ do trumny (tak, popadanie w zadaniowość sprzyja wielkim zaniedbaniom). Więc nocne zakupy, cztery pralki dziennie, ignorowanie sygnałów, że plany należy poddać modyfikacji, pozwalającej na więcej oddechu.

Po drugie, ta sytuacja daje mi możliwość docenienia siebie. Mimo że często ciągle jeszcze miewam poczucie, że nie daję rady i nie ogarniam codzienności i rozmaitych sfer życia tak, jakbym tego pragnęła – widzę z całą jasnością, że wcześniej było wystarczająco dobrze. I teraz, gdy ledwo ruszam ręką i nogą, brak mojego zwykłego, codziennego, bagatelizowanego przeze mnie, a przecież zupełnie wystarczającego radzenia sobie jest widoczny. Jak na dłoni.

Po trzecie, nawet w tych okolicznościach, chcę wybrać drogę obdarzenia siebie współczującym spojrzeniem, nie zaś dowalania sobie. Trudno. Jestem w drodze. Przyjdzie kolejny i kolejny dzień i będę się uczyć rzeczy, które jeszcze ciągle są nowe. Wybierania mniej. Wybierania mądrzej. Przyjmowania siebie. Przyjmowania innych. Nosząc na ten moment słowo pokrzepienia od Marshalla Rosenberga – „Niestety sposoby samooceny, do jakich nas przyzwyczajono, sprzyjają raczej nienawiści do siebie niż uczeniu się”. Mimo że to czasami tak trudne, chcę wybierać uczenie się.

M