Jestem bardzo wdzięczna osobie, która po raz pierwszy sformułowała termin: „toksyczny optymizm”. Gdybym miała go z czymś kojarzyć – przychodzi mi na myśl czołg z przyczepionymi do niego balonikami. Baloniki wesoło majtają na wietrze, ale to nadal czołg. Bo komentarze w stylu: „wszystko będzie dobrze”, „przesadzasz”, „uwierz tylko, a wszystko się uda”, „co cię nie zabije, to cię wzmocni”, rzadko kiedy przynoszą cokolwiek na kształt wsparcia. Raczej myśl, że nie zostaliśmy zrozumiani i poczucie osamotnienia.
Optymizm może być też utopijny. Dobrze, że czujemy wobec niego opór, gdy przychodzi z iluzjami wszechmocy albo szczęśliwego trafu. „Jakoś to będzie”. Tak, to prawda. Będzie „jakoś”, a to, co się wydarzy, będzie tylko wypadkową wiatrów, sztormów i flaut. Nie naszym sprawstwem. Jeśli na okręcie naszego życia jest starszy oficer w postaci lęku – może mieć coś ważnego do powiedzenia. To on mówi: przygotuj się na różne warianty. Szukaj planów A, B i C.
Czyli lepiej chadzać ścieżkami pesymizmu, że „nic, nikt i nigdy”? Jasne, że pesymizm bierze się na ogół z całej masy złych doświadczeń. Jednocześnie niestety wykształca mechanizm obronny w postaci widzenia świata na czarno. W czarnym nic już nas nie rozczaruje. Czarne wizje strzegą naszego emocjonalnego bezpieczeństwa. Nie spodziewamy się już niczego dobrego po sobie, ani po życiu, ani po innych.
Dlatego bardzo mi pasuje koncepcja „realistycznego optymizmu”, którą znalazłam u Glenna Schiraldiego. Możemy rozwijać w sobie dialog z własnymi myślami i uważnie brać pod uwagę własne lęki. Możemy szukać lepszych interpretacji tego, co się nam przydarza, niż te, które odbierają nadzieję.
Będziemy szukać tego „realistycznego optymizmu” i ćwiczyć dialogi z własnymi myślami na środowym warsztacie o budowaniu odporności psychicznej, który zatytułowałam „Moc wobec przeciwności”. Spotkamy się 15.06. o godz. 18:30-21:00 na pięknej Wyspie Mocy we Wrocławiu na Bartla 7a/2.
Informacje i zapisy TU [KLIK].
Bądźcie dobrzy dla siebie <3
Małgosia