Spożytkuj swój gniew

Spożytkuj swój gniew

Choćbym nie wiem ile napisała już o gniewie, ciągle mam poczucie, że to początek tematu. Historia zna tak wiele momentów, gdy strasznie szkoda, że ktoś się wściekł, ale równie wiele, że to tragiczne, że nie wściekł się nikt. Wiele zmiatanej pod dywan krzywdy można by zatrzymać, gdyby pozwolić sobie się wściec – i podjąć na tej energii racjonalne działanie. Powszechna kultura „niegniewania się o nic, bo to brzydko” pod powierzchownym lukrem skrywa niejeden dramat – porządnej rodziny, w której ktoś komuś przylał; ludzi stojących na straży klapsów i poniżania dla czyjegoś „dobra”; wspólnot i społeczności, w których pod deklarowaną przesadną serdecznością powierzchownych więzi – w podziemiu aż kipi od niewypowiedzianego konfliktu.

Żadne praktyki studzenia emocji nie przyniosły mi tyle upragnionej wolności, co słuchanie własnego gniewu. Dziś zasiada obok mnie na fotelu i pijemy razem herbatę. Jasne, byłoby błędem wypuścić go na zewnątrz ot tak, bo mógłby czasami wysadzić wszechświat w kosmos i zrobić krzywdę tym, których kocham. Opowiada mi jednak tak ważną historię o mnie samej, tak wiele przynosi światła, tak mnóstwo odsłania o wartościach, dla których warto tracić życie i narażać się na dyskomfort, by je chronić – że nie mogę go zamknąć do komórki, w nadziei, że kiedyś sam zniknie. Zawsze wzywa do zmiany – czegoś we mnie czy wokół mnie. Gniew to taka emocja, która upchana w komórce rośnie i nabiera sił, im bardziej jest głodzona nieuwagą. I tylko potem w prasie ktoś napisze, „to taki miły człowiek był, taki spokojny człowiek. Kto by pomyślał. Nigdy się nie denerwował, a tu nagle, proszę ja ciebie, zabił”.

W cyklu zagniewanych tekstów – dla Aleteia Polska napisałam o tym [KLIK], jakie działania pomagają wyrażać gniew bez zniszczeń w otoczeniu.* Zapraszam serdecznie do lektury.

Małgorzata Rybak

*niezadowolenie agresora w momencie, gdy stawiamy mu granice, pożytkując energię naszego gniewu, nie oznacza „zniszczeń w otoczeniu”.