Święte listy zadań

Święte listy zadań

Z przekonania, że „wszystko trzeba zrobić”, rodzi się często w naszym życiu wielkie poczucie przytłoczenia. I myślimy, co po kolei i jak zaoszczędzić przy tym czas, żeby zrobić jeszcze więcej.

Niedziela, a w dodatku taka, która mówi o niezwykłych wydarzeniach na górze Tabor, to dobry moment, by zdanie „wszystko trzeba zrobić” poddać kilku operacjom. Najpierw słowo „trzeba”, które jest niewzykle chytre, ponieważ nie potrzebuje podmiotu, czyli autora działania – zamienić na jakieś inne. Z którego wynika, „kto”. Najbliższe do bezosobowego „trzeba” będzie słowo „muszę”. „JA muszę”.

Potem już łatwiej dodawać rozmaite partykuły pytające: „Czy wszystko to muszę zrobić?”, „Dlaczego muszę wszystko to zrobić?”, „Po co muszę wszystko to zrobić?” Możemy być zaskoczeni, że odpowiedzi na te pytania pozwolą nam wyrzucić ze zdania także i słowo „muszę”. Może nie muszę, może tylko mogę, a może po prostu chcę. A może wcale nie chcę. Może na mojej liście przymusów są rzeczy kompletnie niepotrzebne.

I wreszcie „jak”. Jak chcę to zrobić? Zwłaszcza ważne jest takie „jak”, które da mi chwilę namysłu, jaki będzie mój stosunek do innych w tym działaniu. Jak pokażę drugiemu człowiekowi, z którym albo dla którego coś robię, że jest ważny? Czy ważniejsze będą krzywo położone widelce na stole, rozrzucone buty dzieci, święta zmywarka, którą trzeba załadować tylko w jeden ściśle określony sposób? Może ważniejsze będzie, jak Ty się ze mną poczujesz w naszym wspólnym robieniu czegoś?

A może czegoś w ogóle nie zrobimy, żeby zyskać czas na bycie? Może zamiast niedzielnego obiadu z pięciu dań – coś szybkiego po drodze na spacer, który oderwie nas od codziennych zmartwień? Może generalnie nie chodzi o to, jak bardzo wiele robię, ale czy kocham?

Małgorzata Rybak