Chciałaby się w nas rozciągnąć. Wyciągnąć. Pokazać „taka duuuuża” i sięgnąć rękami „aż do nieba”.
Poturlać się po trawie. Poskakać.
Zanurzyć twarz w kwiatach.
Żywotna, dzika, dziecięca część nas.
Odkrywamy ją we wspomnieniach szalonych wakacji z dzieciństwa. W błyskach i chwilach, gdy przypomina się jakiś niebywały smak, zapach, widok. Maliny na krzaku w upalny dzień, jak kiedyś u cioci na wsi. Słońce zachodzące nad polami. Wrotki turkocące po chodniku.
Ten mały chłopiec albo mała dziewczynka w nas proszą: „Usłysz mnie”. A gdy je zauważamy i robimy im miejsce, okazuje się, że nie chcą nam czegoś zabrać, wołając o uwagę, ale dać coś ogromnie ważnego. Zasilić nas. Zaopatrzyć w energię. W poczucie, że życie smakuje. Że jest piękne. Bogate. Tu, w tych okolicznościach, które dorosłe oko chciałoby układać, sprzątać, zamieniać w listę zadań.
Dziewczynka i chłopiec w nas widzą w nich szansę na przygodę. Na przeżycie piękna. Zachwyt. Oniemienie. Okrzyk radości. Poczucie tlenu w płuchach, życia w brzuchu, krwi szumiącej w uszach i przetaczanej w sercu.
Chcą nam dać kontakt z własnym ciałem. Z marzeniami, by po nie sięgać i z własnym zmęczeniem, by iść spać, gdy kończy się nam prąd.
Kontaktu z tymi częściami będziemy szukać w wakacyjnej grupie rozwojowej „Praktykowanie dobrostanu”, której rozruch zacznie się 21.07. Dowiecie się do niej więcej i dołączycie TU [KLIK].
A jeśli wolicie warsztaty stacjonarne, to zapraszam na warsztat o dbaniu o siebie w nurcie bliskościowym i NVC. Informacje – TU.
Bądźcie dobrzy dla siebie <3
Małgosia
PS. O „dzikiej dziewczynce” cudownie pisała Natalia de Barbaro w „Czułej Przewodnicze” – przepięknej książce, która podróżowała ze mną zeszłego lata, i w której znalazłam bogactwo nurtów, w jakich pracuję (w tym System Wewnętrznej Rodziny).
Fot. Johny McClung / Usnplash