To, co boli

To, co boli

Ból przychodzi z prośbą: „zajmij się mną”.

I ten, co zjawia się w ciele. W plecach i głowie. W brzuchu i zabieganych nogach, albo tych, które wrastają w ziemię w bezruchu. Ciało nadaje bólem swoje szalone s.o.s., jak tonący na statku przez radiostację, wierząc, że po drugiej stronie ktoś usłyszy. I przyjdzie z pomocą. O co prosi ciebie twój ból? Żeby zwolnić tempo, które już dawno stało się nieludzkie? A może przeciwnie – to ledwo wyczuwalne tętno prosi o zmianę? O więcej życia w życiu? Więcej powietrza, słońca, wody, dotyku, wiatru?

I z prośbą przychodzi także ten ból, który zaczyna swoją piosenkę, gdy świat przystaje cichy. I zamiera wszelkie dzianie się. I słychać go dobrze w trudnej rozmowie albo jej braku. W tykaniu zegara. W biciu własnego serca, skołatanego lękiem. W nieopłakanej do końca stracie. W nieprzeżytym, zawiniętym w szary papier wspomnieniu. O czym jesteś, mój bólu? Jaką historię mi opowiadasz, której nie sposób od razu wyrazić słowami?

Jasne, że da się z nim żyć. A może bardziej obok i mimo niego. Można tę umiejętność wytrenować uśmiechami do lustra. Łykami z kolejnej filiżanki kawy. Uśmierzać go serialami, zakupami, pracą i wieloma innymi pastylkami o nieprzedłużonym działaniu. Niestety, niezaopiekowany – ból rośnie i staje się coraz bardziej dotkliwy.

Dlatego mimo lęku, potrzeba spojrzeć mu w umęczone oczy. O co mnie prosisz, gdy przychodzisz? Żebym sprawdziła, co się stało, że jesteś? Żebym brała siebie bardziej pod uwagę? Żebym odnosiła się do siebie z dobrocią i życzliwością, jak do kogoś, kogo się kocha? Żebym spytała, czego potrzebuję, żeby było ciebie mniej? Żebym się rozejrzała, kto mi może w tym pomóc? I zapytała, gdzie mogę się nauczyć robić coś inaczej, byś opatrzony i ukołysany, zasypiał bezpiecznie?

Zajmując się nim, zajmiesz się w końcu kimś, kto może dawno nie otrzymał wystarczająco dużo uwagi. Sobą. By mieć zasoby do zajęcia się innymi.

m

#bliskosiebie #bliskodrugiego #traumasurvivors