Wczoraj kibicowałam naszemu średniemu synowi na egzaminie karate. Widziałam, jak młody i sympatyczny trener z czarnym pasem naprawdę chciał dodać powagi wydarzeniu i na różne sposoby mobilizował dzieciaki. Prosił, by okrzyki na koniec poszczególnych sekwencji były głośne, a ruchy zdecydowane. Do każdego dziecka zwracał się po imieniu. Również jednak postraszył grupę – że niektórzy nie zdadzą.
Obserwowałam reakcje dzieci. Od pełnej mobilizacji i postawy walki, jak na przykład nasz syn, po drżenie ze strachu, które odbierało zdolność koncentracji.
I myślałam o dwóch rzeczach. Że trener, lider, a także ojciec, rzeczywiście potrzebuje przyjmować postawę mocy. Zresztą – nie tylko ją przyjmować, ale po prostu tę wewnętrzną moc w sobie mieć. Ona uzdalnia do pokonywania samego siebie, samodyscypliny, mądrego planowania i dobrych wyborów. Z tej wewnętrznej mocy trener, lider i ojciec może potem w spójny sposób korzystać, jak ze swoich najgłębszych zasobów. Gdy we własnym wewnętrznym świecie zachowuje się jak rozlazła guma od majtek – gdy jest na przykład wiecznym prokrastynatorem, nieodpowiedzialnym „chłopczykiem” czy obrażalskim brzdącem, albo ulega nieustannie wewnętrznemu lenistwu – jako lider może stosować różne techniki PR-owe, ale nic z tego nie wyniknie. Podobnie słaby wewnętrznie tata, który nie ma pomysłu na siebie, może dzieciom dużo opowiadać o tym, co trzeba – ale na końcu one zapamiętają go siedzącego na kanapie przed telewizorem, w nieustannym wycofaniu z zaangażowania w życie i relacje.
Moc trenera, lidera i ojca ciągnie w górę, pcha do rozwoju – bo pozwala mu widzieć swoich podopiecznych tam, gdzie oni dopiero zmierzają.
Ale pomyślałam też o drugiej rzeczy – o wrażliwości. Wrażliwość widzi drżące ręce i blokadę, by wyjść poza strefę komfortu. Widzi panikę i wstyd. Wrażliwość sprawia, że trener kuca. Że lider przychodzi po pracownika, który zawiesił się na jakimś dużym problemie. Że ojciec, czytając strach w oczach dziecka, spędza z nim tyle i aż tyle czasu, ile potrzeba, by było gotowe samo uczynić kolejny krok. Czasem potrzeba troski i wysiłku, by tlejący ognik wiary w siebie zaświecił pełnym światłem i pozwolił przejść do działania.
Życząc dziś wszystkim Tatom – by w swojej wyjątkowej i niezastąpionej roli mieli w sobie i moc, i wrażliwość na punkty słabe i wymagające wzmocnienia
oraz – by byli dumni ze swoich dzieci, bo one na tej dumie polecą kiedyś jak na skrzydłach 🙂
Małgorzata Rybak