Jak dobry przyjaciel, przychodzą z ważną informacją. Tyle się im poprzyklejało etykiet – że szkodzą, że nie można im wierzyć, że niszczą. Tak wielka jest moja wdzięczność, że dane mi było w końcu odnaleźć bogactwo, którym dzielił się ks. Krzysztof Grzywocz w temacie przeżywania uczuć. Poświęcił im całe weekendowe sesje. Bardzo brakuje mi jego głosu dzisiaj w Kościele.
Uczucia źle przeżywane, tłumione albo wyparte – rzeczywiście niszczą. Im bardziej są nie rozpoznane, im bardziej pozostaje im rola wielkich afektów bez nazwy i źródła, tym bardziej biorą człowieka w posiadanie. Jeśli jednak otoczy się je uwagą i szacunkiem, jaki jest potrzebny, zanim człowiek podejmie działanie pod ich wpływem, stają się najwierniejszymi przyjaciółmi, którzy snują o nas opowieść i pomagają stawać się spełnionym człowiekiem. Zachwycają przecież dojrzali ludzie, którzy wiele przeżyli. Którzy mądrze, w kontakcie ze sobą i szacunku dla siebie samych przeżyli rozmaite koleje losu, podjęli dobre, szlachetne decyzje.
Zaglądamy dzisiaj do cyklu warsztatowego „Złap życie”, znanego też pod roboczym tytułem „JA+JA”. To taka wędrówka po tym, co rozgrywa się między mną a mną. Jaka dla siebie jestem, jak się do siebie odnoszę, jak radzę sobie z emocjami. Spotkaniom towarzyszą pocztówki, które do czegoś inspirują albo coś z tych spotkań przypominają. Poniższa jest o smutku – uczuciu, które trudno jest przeżywać i może dlatego warto być wtedy dla siebie szczególnie dobrą/dobrym.
Nieprzeżyty smutek, niezauważony, przysypany pracą i zadaniami ból poniesionych w życiu strat – powraca z czasem jako depresja. I wtedy także opowiada o tym, że potrzebujemy zająć się samymi sobą. Wrócić do tych miejsc, które strata zraniła, zubożyła. Pięknym skutkiem ubocznym zaopiekowanego w sobie smutku i dania sobie do niego prawa jest zdolność do współodczuwania z drugim człowiekiem. Bez tanich pocieszeń, szybkich rad, w cichym, rozumiejącym byciu.
M