U nas pada. Padało całą noc, choć w domu było tak gorąco, że z trudem wszyscy spaliśmy. I gdy patrzę na ten deszcz, to myślę, że to nie jest żaden kasownik. Żadna gruba kreska. „Był luz a teraz obowiązki i poważne rzeczy”. No nie. Tyle ważnych rzeczy za nami. Tyle ciekawych przed.
Wakacje to stan umysłu. Zdolność kontaktu z życiem, przyrodą, pięknem, swoim ciałem, drugim człowiekiem. To właśnie te rzeczy, które utrzymują nas przy życiu.
Wakacje potrzeba zabrać ze sobą w codzienność. Wszelkie duchowe pamiątki ważnych odkryć, pięknych momentów, dobrych chwil. Zabrać, otulić i pielęgnować ich okruchy na co dzień. Pomaga w tym obserwowanie małych dzieci – które z łatwością zajmują się „niczym” – i są w tym całe.
Codzienność może być pełna wakacji, razem z tymi wszystkimi codziennymi sprawami, które potrzebujemy zrobić. Można zaczynać dzień od ubrania ulubionej sukienki zamiast starego dresu – albo starego dresu zamiast sukienki. Picia kawy i patrzenia, jak wiatr rozmawia z liściem. Przytulania się. Pisania pamiętnika albo niepisania go. Czytania kryminałów. Nauki odpoczynku.
Smutek i zmęczenie też są ważne i też o czymś mówią. Smutek, że może nie udało się tak odpocząć, jakbym chciał/chciała. Zmęczenie, że zbyt wiele w czasie wakacji trzeba było robić, a za mało można było być. Nic nie szkodzi. Jeśli jest trudno, to znaczy, że jakaś ważna potrzeba domaga się zauważenia i zaopiekowania. Co to jest? Co można zrobić teraz, by nie odkładać jej na potem?
Wakacje to stan umysłu. Można zabrać je w codzienność. Można szukać na nie sposobu przez cały rok. Można wchodzić w kontakt z życiem gotując zupę i czując jej zapach. Chodząc po domu po pracy boso. Wystawiając twarz do słońca. Idąc na spacer. Ściskając dłoń drugiego człowieka.
m