Wieści z królewskich stajni

Wieści z królewskich stajni

Ci, co mawiali, że dodzwonić się do mnie można równie łatwo jak do Pałacu Buckingham (mimo że dekoracje tu u nas przypominają częściej raczej królewskie stajnie), obecnie mogą mieć jeszcze więcej powodów do narzekania. Nie można się do mnie dodzwonić. Bo. Zaczął się. Po sześciu latach od ostatniego. Konkurs Chopinowski.

Niemal zapomniałam. Założenie firmy, marzenia, co przez nią dam światu i jak poczuję w końcu ciężar własny – które nieodzownie zderzają się z wyczerpującą koniecznością opowiadania o swojej pracy tak wiele i ciągle w przestrzeni publicznej, ZUS-y i Urzędy Skarbowe oraz oszczędna w środki stylistyczne korespondencja z księgową, przyniosły memu życiu tak wiele wyzwań, że nie wiedziałam nawet, że konkurs się zaczął. Szczęśliwie Maja, duchowa siostra w innej części Polski , wpadła na pomysł, by oznaczyć mnie na FB przy kawale rysunkowym, zawierającym brzydkie słowa i terminy muzyczne. Nabrałam podejrzeń, że coś przegapiłam. I tak było. Konkurs trwał już trzeci dzień. Beze mnie. Nie wiem, jakim cudem nie zauważyli mojej nieobecności.

Mój pierwszy wysłuchany prawie od deski do deski był 31 lat temu, gdy byłam nastolatką, i jak przysiadłam pewnego październikowego popołudnia do maleńkiego radia, tak nie mogłam się już oderwać. Od tamtego czasu ta muzyka zaczęła płynąć we mnie aortą, tętnicą płucną, żyłą wrotną wątroby i naczyniami włosowatymi – do ostatniego ich włoska.

Więc teraz mam tyle dylematów. Czy – gdy ktoś dzwoni – przerwać słuchanie Scherza h-moll, gdy mimo zbyt szybko przebiegniętego początku uczestnik drugiego etapu zaraz wejdzie we frazy kolędy? Z czego zrezygnować – z wysłuchania Andante spianato, czy z Wielkiego Poloneza Es-dur, kiedy oboje trzymają się za rękę, i gdy pierwsza część sennie się kołysze, przygotowuje miejsce przyprawiającej o gęsią skórę eksplozji? Wierzę, że słyszycie, że są to wybory niemożliwe. Nawet jeśli jednego dnia są 4 wykonania tego samego utworu.

Nie lepiej jest w przerwach, gdy Studio Dwójki nadaje wrażenia i kłótnie kameralnego grona znawców, których sam język, dla mnie, nie znawcy, jest jak z innej planety po prostu. I to, jak stają z odwagą przy własnym guście. A następnym razem będą to wszystko robić dopiero za pięć lat.

Przepraszam więc wszystkich, którzy się do mnie nie dodzwaniają. W miarę możliwości, z włączonym radiem, by choć jedno ucho mogło nadążać za steinwayami, yamahami i fortepianiami Fazioli, oddzwaniam. Nie bierzcie tego absolutnie do siebie, to nic osobistego. Płacąc cenę wyrzutów sumienia i dołączam się do tego niezwykłego czasu wspólnoty i zasłuchania. I zapewniam, że to się skończy. Każdy konkurs niestety w końcu dobiega do ostatniego dźwięku.

Póki trwa – piszcie. Czytam wszystko.

A co Was ogrzewa tego października?

Bądźcie dobrzy dla siebie <3

M

Na zdjęciu: 17-letnia genialna Eva Gevorgian. Fot. Darek Golik / Narodowy Instytut Fryderyka Chopina