Więź, która stwarza dojrzałego człowieka

Więź, która stwarza dojrzałego człowieka

Gdyby ktoś mnie zapytał, co dla mnie jest fundamentem wychowywania dzieci, powiedziałabym bez namysłu, że więź. Bez więzi cały „instruktaż” jest nieskuteczny. Jeśli zaś dziecko z rodzicem łączy głęboka więź – jest w stanie podążać za wymaganiami.

Więź – to taka sytuacja, w którym dziecko doświadcza, że jest kimś kochanym, ważnym, zrozumianym. Owo „I see you” Marshala Rosenberga: widzę, kim jesteś i czego doświadczasz. Gdy łączy nas więź, dziecko ma zaufanie, że działam dla jego dobra, także wtedy, gdy stawiam wymagania i pozwalam mu konfrotnować się z konsekwencjami swoich zachowań. Natomiast tego przekonania o byciu kimś ważnym nie zbudują żadne deklaracje słowne, że „to dla twojego dobra”, towarzyszące metodom opierającym się na groźbie, szantażu, nieustannym zrzędzeniu i połajankach.

Może to jest nudne i może ja się powtarzam, ale warto tracić z dzieckiem czas. Nie tylko wtedy, gdy jest chore czy smutne, czy ma kłopoty. Znajomy Stephena Coveya chodził na mecze baseballowe ze swoim synem, który bardzo interesował się tym sportem. Na pytanie, czy tak bardzo lubi baseball, odparł: „Nie. Ale tak bardzo lubię swojego syna”.* W codzienności wystarczy znacznie mniej. Wystarczy wchodzenie w świat dziecka, jego zainteresowań i przeżyć bez oceniania, za to z zaciekawieniem. To przytulanie, siedzenie razem na kanapie, wojny na poduszki i zapasy na dywanie. To darmowa i spontaniczna bliskość.

To najmądrzej stracony czas pod słońcem. Dzięki niemu i dzięki budowanej na wzajemnym szacunku i zaufaniu więzi, dojrzewamy. Dziecko buduje bezpieczny most ku dorosłości. I rodzic także dojrzewa do swojej roli, ucząc się jej codziennie.

Małgorzata Rybak