Gdyby było tak, jak twierdzą niektórzy – że rozwija nas tylko to, co znajduje się „poza strefą komfortu” – to ludźmi, którzy rozkwitaliby w życiu najbardziej byłyby syryjskie dzieci, weterani wojenni i dzieci z rodzin dysfunkcyjnych. W ich życiu z pewnością komfort nie zajął zbyt wiele miejsca.
Co gorsza to nawoływanie do „wychodzenia z komfortu” często pada z ust ludzi, którzy zaznali od życia tak wiele przywileju, że niejeden mógłby tylko zamarzyć. Może były tym szansy edukacyjne, może ekonomiczne, a może spotkali ludzi, którzy w odpowiednim momencie ich wsparli.
A tymczasem – dla naszego rozwoju komfort to absolutna podstawa. Najpierw w komforcie naprawdę trzeba się nabyć, nauczyć się dbać o niego na wielu poziomach i znajdować drogę powrotną do niego, by mieć ochotę i siły na wyzwania. O tym, dlaczego tak jest i czym jest tzw. „strefa komfortu” w ujęciu stref regulacji emocjonalnej przeczytacie TU [KLIK].
Wielu pięknych odkryć na drodze odkrywana swoich oaz komfortu <3
M
Dlatego zdecydowanie wolę twierdzenie o „poszerzaniu” strefy komfortu. Do tego mi jakoś bliżej.
tak, mi też to bliższe! Wychodzenie w nieznane z jakimś zapleczem, które sprawia, że robi się bezpieczniej