Wschody i niewypały

Wschody i niewypały

Ogród jest dla mnie w tym roku jednym wielkim miejscem uczenia się o marzeniach.

Mogę powiedzieć śmiało z tym doświadczeniem, że marzenie to niekoniecznie chodzenie z głową w chmurach, ale bardziej grzebanie w ziemi.

A może to wszystko potrzebuje literki „i”, która znalazła uznanie w moim słowniku dzięki bliskiej osobie. Może potrzeba i głowy w chmurach, i nóg dobrze połączonych z ziemią.

Obejrzałam na przedwiośniu „Tajemniczy ogród” w reżyserii Agnieszki Holland (nie, nie jest moją ulubioną reżyserką, ale ten film bardzo się jej udał). Był to dla mnie obraz pełen osobistych skojarzeń, poruszający wiele strun. To także zresztą opowieść o ciele i o czynieniu go swoim mieszkaniem, by nie było tak, że całe życie z nim się mijamy.

Skutkiem ubocznym oglądania go stało się jednak marzenie o niezliczonej ilości kwiatów w ogrodzie, wyhodowanych z nasion. Moja sypialnia zamieniła się w poletko eksperymentalne. Siałam i siałam w pudełkach po lodach. Maki syberyjskie, maki polne, dzwonki, lwie paszcze i wiele innych. Spryskiwałam, podlewałam, gadałam do tych nasionek. Pikowałam. Wsadzałam w grunt.

Okazało się jednak, że różnie to bywa. Kwiat o nazwie „gwiezdny pył” nie wzszedł wcale. Podobnie jak drzewo indyjskie, zamiast którego wyhodowałam grzybki nieznanego gatunku. Po całej paczce cynii liliput nie został ślad. W rządek astrów chińskich książęcych regularnie kupę robił kot, rozgrzebując grządkę na cztery strony świata. Ślimaki zjadły aksamitki, z 50 wsadzonych zostało ich z dziesięć. Natomiast najlepiej wyrosły… kartofle. Z obierek ziemniaczanych w kompoście. Te obok róż mają już po dziesięć centymetrów wysokości.

I myślę, że podobnie z marzeniami. Jak sianie wielu nasion, ale nie każde wyrasta – tak samo z nimi. Część nie wypali, choć zadbamy o wszystko. Czy niewypały oznaczają, że nie warto zaczynać? Nie przestałam wysiewać aksamitek. Ani dosadzać łubinu w miejsce tego pożartego przez nieznanych sprawców. Z nasionek posianych na biurku w sypialni rok temu wyrosły ogromne na metr margerytki (poglądowe zdjęcie gatunku w załączeniu).

Jeśli macie ochotę dołączyć do warsztatu „Rozkwitalnia marzeń” 9 czerwca (środa), to bardzo Was zapraszam. Będzie czule, będzie odważnie i ze współczuciem*. Byśmy mieli odwagę siać. Kierować myśli ku przestworzom, czując grunt pod nogami. Informacje znajdziecie TU [KLIK].

Bądźcie dobrzy dla siebie

M

*Odwagę i współczucie chcę eksplorować również przez kiełkujący pomalutku projekt Living with Courage and Compassion, który też może Was zainteresować (lub nie :).

Fot. Wallpaper Abyss