W ulewnym deszczu za oknem i wietrze, który potrząsa drzewami, czytam dziś Rupi.
Myślę o ludziach, którzy przeżyli wojnę i głód, i noszą w kieszeni skórkę od chleba, by nigdy im go nie zabrakło.
Czym jest ta skórka od chleba, jeśli zabrakło nam kiedyś czegoś innego niż jedzenia?
Może być kurczowym trzymaniem się napiętego ciała, gdy kiedyś zabrakło nam bezpieczeństwa.
Stawaniem w drzwiach relacji z widokiem na szybki odwrót, gdy zamiast przyjęcia, spotkało nas odrzucenie.
Bibułką zwiniętą w rulon, papierkiem lakmusowym, który zawsze mamy w kieszeni, gdy drugi człowiek mówi „Lubię cię”, „Jesteś dla mnie kimś ważnym” – byśmy mogli przez ten papierek cedzić każdy przecinek, aż do upadłego, i nie uwierzyć na koniec w nic, bo słowo „zaufanie” dawno temu znikło z naszego słownika.
Lub przeciwnie, naiwnością, która nie słucha głosu rozsądku i okruchy bierze za kromkę chleba – pozwalając na wykorzystanie i uznając zlewki za miłość, bo lepsze cokolwiek, niż chodzenie po świecie głodnym.
Nie da się żyć w przetrwaniu, w zaprzeczeniu własnych potrzeb, bo to pochłania ogromne ilości energii.
Potrzebujemy więc zwracać się twarzą ku swojemu cierpieniu i zapłakać nad nim jak dzisiejszy deszcz.
Znajdować siebie potrzebujących i zabierać do domu na kubek kakao.
Przyjmować, przytulać, karmić. Budować poczucie, że wojna już się skończyła.
Mówić: „Chodź, możesz już poczuć wszystko”.
„Jestem z Tobą, choć wtedy nie było nikogo”.
„Przytulę Cię i będę trzymać, aż sam(a) nie zdecydujesz, że już starczy i możemy iść coś porobić”.
„Kocham Cię aż do księżyca i dalej”.
I robić to tak długo, aż ściskana w dłoni skórka od chleba zamieni się w obecną i żywą pamięć ciepła trzymanej dłoni.
Małgosia
Fot. z tomiku poezji Rupi Kaur „dom ciało”
Zapraszam na październikowy „Krąg Kobiet z Czułą Przewodniczką” 18.10. (piątek) lub 22.10. (piątek) – dwie daty do wyboru – we Wrocławiu na Wyspie Mocy. Tematem będzie „Kontakt”.