Z Alp o uczuciach niekochanych

Z Alp o uczuciach niekochanych

Od 2017 roku te sierpniowe dni wracają do mnie pamięcią ks. Krzysztofa Grzywocza – skromnego, pięknego, głębokiego człowieka, który najpierw kojarzył mi się z kojącym głosem z dostępnych w sieci nagrań. Potem z lektury, która była jak oddech i świeży powiew w duszącym powietrzu bardzo trudnych doświadczeń.

W tym roku ogarnia mnie wzruszenie, że akurat teraz jestem w Alpach. Mijałam w weekend te austriackie, wjeżdżaliśmy we włoskie, których postrzępione granie teraz widzę przed sobą, pisząc te słowa na balkonie, nad Jeziorem Garda. A już niebawem będę przejeżdżać po drodze do Niemiec Tunelem św. Gotarda pod tymi szwajcarskimi, gdzie zaginął.

Mało kto wspomina o tym, jak wielu ludziom do ich kwadratowych duchowości nie pasowało to, co mówił i czym żył. Że widział człowieka tak wielowymiarowo, że opowiadał o sensie życia tak bardzo w kontrze do karykaturalnych wyobrażeń o woli Bożej, że obchodziły go w człowieku jego uczucia. Towarzyszył ludziom w depresji, angażował się w odsłanianie spatologizowanej religijności, by nie wpędzać w nerwice. Pisał o poczuciu własnej wartości. Dawał całkowity priorytet więziom, także więzi wewnętrznej, czyli tej, którą tworzymy z samymi sobą. Mimo że bywał niezrozumiany, dzięki wierności prawdzie o człowieczeństwie, jaką odkrywał, przecierał ścieżki do nowej wrażliwości. Myślę, że bardzo go dzisiaj brakuje.

W tym roku z okazji rocznicy jego zaginięcia chciałam się zatrzymać przy tym, co zrobił dla „uczuć niekochanych” i dlatego powstał ten tekst [KLIK].
A ja Was gorąco pozdrawiam z tego przepięknego miejsca na ziemi. Gdzie księżyc, palmy, drzewka oliwne ozdabiające ulice, jaszczurki wylegujące się na krawężnikach. Gdzie oddech po tym tak trudnym, zamkniętym, pandemicznym roku.

Bądźcie dobrzy dla siebie <3

M

Fot. Poniedziałkowa burza