„Rozmowę ilustrują zdjęcia Vivian Maier. Fotografka przez większość życia zajmowała się dziećmi jako niania. Przez całe życie fotografowała. Pudła z tysiącami zdjęć znaleziono dopiero po jej śmierci. ” To przypis ze strony, na której znajduje się zalinkowana przeze mnie w tym wpisie rozmowa (i z której pochodzi fotografia pod spodem). Bardzo zachęcam do zajrzenia [TU-KLIK] i przeczytania wywiadu oraz do pobycia z tymi fotosami. Można powiedzieć, że zdjęcia to wisienka na torcie do rozmowy z Gosią Stańczyk, ale można też je widzieć jako spójne z całą ideą „dziecka z bliska” (to też tytuł książki Agnieszki Stein, współtwórczyni nurtu Rodzicielstwa Bliskości).
Ta koncepcja widzenia „dziecka z bliska”, która przejmuje mnie właściwie od narodzin najmłodszego synka, Pawełka, przeszło 4 lata temu, jest dla mnie o rodzicielstwie jako o dwutorowej szansie. Z jednej strony – to ścieżka ku przyszłości: towarzyszenie dziecku we wzroście, wspieranie go na co dzień w przeżywaniu emocji i poznawaniu siebie, innych i świata. Budowanie naszej więzi.
Druga droga – to własna droga w przeszłość, w poprzek kalendarza, do własnego dzieciństwa. W te rejony, gdzie możemy z ciekawością (a czasami z przejęciem i bólem) zaglądać w to, czego potrzebowaliśmy. Co przeżywaliśmy. Jak to było. By nie powielać pewnych uproszczeń o tym, jak to „wszyscy wyrośli na ludzi”. Dzięki albo mimo. Tego jak było. Co wiedziano o dzieciach. Jak je (nie)rozumiano.
Te zdjęcia (i ta rozmowa) są dla mnie bardzo o dziecku z bliska. O wartości spoglądania na każdą sytuację z perspektywy dziecka – bo swoją własną znamy. Tej drugiej możemy być ciekawi, jeśli naprawdę chcemy je brać pod uwagę.
M
Fot. Vivian Maier (źródło [klik])