Zamrożone kawałki

Zamrożone kawałki

Kiedy przychodzą małe i duże zawieruchy, możemy się obawiać, że nas przewrócą i rozsypią na kawałki. I co my tacy w częściach ze sobą zrobimy, zwłaszcza że tyle z nich jest małych, delikatnych i kruchych. Kto by to pozbierał?

Próbujemy więc sposobu, który kiedyś może się sprawdzał – zamrażamy się. Powierzchnia skuta lodem ma ochronić te wszystkie cenne, wrażliwe i miękkie części.

Zamrażamy więc swoje trudne uczucia, w nadziei, że jak nie zwrócimy na nie uwagi, to same sobie pójdą.

Zamrażamy wołanie o pomoc czy nawet myśli, by do kogoś się zwrócić o wsparcie. Bo może usłyszymy słowo „nie”. „Nie mam czasu”. „Nie teraz”. „Nie z tym”.

Nie na darmo wymyślono koc. Mówimy: „To taki dzień, że tylko wejść pod koc i spod niego nie wychodzić”. A przecież nie zawsze chodzi o to, że tak temperatury na dworze spadły. Tylko że jeśli człowiek tyle w sobie zamrozi, to gdy przychodzi zły dzień, potrzebne jest w końcu jakieś ciepłe okrycie, które przywróci temperatury służące życiu.

Niekiedy kiepskim dniem nasze ciało chce odebrać sobie zaciągnięty kredyt wewnętrzny. Kredyt energii potrzebnej na zamrożenie złości, której nie chcieliśmy poczuć, smutku, na który nie było czasu, rozczarowania, które baliśmy się zobaczyć i nazwać. I może instynkt ciała jest dobry, że to wszystko potrzeba w sobie rozmrozić i ogrzać. I jak za trudno nam było to robić po kawałku, to teraz dzieje się hurtem.

Bardzo potrzeba ciepła i dobroci w smutny, deszczowy dzień. Przecież nie trzyma się dziecka w lodówce. Przecież swoje małe i kruche części potrzeba z lodówki wyjąć i je ogrzać.

Będziemy się uczyć, jak to robić, podczas warsztatu „Lista na deszczowy dzień”. Są jeszcze miejsca na jutro, chyba że wolisz dołączyć w piątek. Wszystkie informacje znajdziesz TU [KLIK].

Bądźcie dobrzy dla siebie <3

M