Zdradzić siebie

Zdradzić siebie

Są na to rozmaite patenty. Począwszy od pewnych subtelności, ironicznych uwag na własny temat, niewinnego pomniejszania, aż po jawne dowalanie sobie. „Ja to jak zwykle wszystko zepsułam”. „Oczywiście nie można mi zaufać”. „Jestem idiotą i na każdym kroku to potwierdzam”.

Zdrada siebie to także te momenty, gdy dokonujemy rozmaitych transakcji. W zamian za święty spokój, za awans, a może tylko za czyjąś akceptację, bo zawsze jej nam brakowało. Kilka godzin dłużej w pracy, zszargane nerwy na spełnienie prośby niemożliwej do spełnienia, oddane z siebie więcej, niż mamy. A trzeba by stanąć przy samym sobie i siebie ochronić. Jeśli ktoś nie rozumie inaczej, także stanowczym „od…prz się”.

Ale można posunąć się jeszcze dalej. Wyrafinowaną formą zdradzenia siebie jest na przykład mitologizowanie i idealizacja doświadczonych na sobie praktyk wychowawczych, o których na dzisiejszy stan wiedzy możemy powiedzieć zdecydowanie, że są destrukcyjne. „Dupa nie szklanka”. „Ja dostawałem lanie i wyrosłem na porządnego człowieka”. „Ze mną się nikt nie patyczkował i dzisiaj po prostu dobrze sobie radzę”. Nawet pisząc te słowa, czuję, jak wszystko mnie boli. Złość jest wtórna. Najpierw jest aż fizyczny ból głowy, zębów, brzucha. Że można znaleźć się tak daleko od siebie samego i odwrócić się do siebie plecami.

Jesteśmy w stanie aż tak siebie zapomnieć. Puścić w niepamięć ból i upokorzenie, samotność i rozpacz. W imię jakiegoś intelektualnie przeżytego spokoju, że wszystko jest pod kontrolą i nie potrzebujemy emocji, jakie nieopatrznie mógłby wzbudzić powrót do przeszłości. „Przecież ona nie ma wpływu na tu i teraz”. Albo jeszcze lepiej: „za wszystko powinniśmy odczuwać wdzięczność”.

Potem tylko, niby przypadkiem, „pogodzony” ze swoją historią człowiek nawrzeszczy na własne dzieci. Płaczącej córce, która obiła sobie kolana, powie, że przecież to nic wielkiego. Wytarga syna za włosy, bo za głośno się bawił. Zapali papierosa i będzie scrollować fejsbuka, bo niemowlę w łóżeczku tak się wydziera, że już nie ma zycia i niech wreszcie się zamknie.

To nieprawda, że za zdradzenie siebie się nie płaci. Płaci się ciągle. I słono płacą inni. Odcięta autoempatia odbiera możliwość zrozumienia innych i czucia z nimi.

Lepiej, naprawdę lepiej ponieść koszty utraty komfortu (bo tak już się przyzwyczailiśmy do myślenia o sobie najgorzej) i postanowić, że nie będzie się nawet w myślach obrzucać siebie obelgami i odbierać sobie prawa do pomyłek. Stanąć przy swoim sercu, nawet gdy cię odrzucą i wyrzucą na śmietnik, bo gdzieś nie pasujesz. I wrócić po siebie we własnej historii, płaczącego w pustym pokoju. I powiedzieć sobie: „Już dobrze. Zasługujesz na miłość, ale oni tego nie rozumieli”.

Małgorzata Rybak

6 komentarzy

Komentarze są zamknięte.