Ze świata ciszy

Ze świata ciszy

Wydaje mi się, że upłynęło kilka lat, a nie dwa i pół miesiąca, od czasu, gdy choroba zmieniła moje życie i zabrała mnie na długi spacer. Trochę jakby wyznaczyła nową epokę. Przyszła nagle (zostawiając z poczuciem, jakie to nie do wiary) i oddzieliła czas przeszły wyraźną kreską. Natomiast trudno powiedzieć, że zmieniła moje życie na gorsze. Był taki moment, to prawda, w jej apogeum, że codzienność naprawdę wydawała się nie do uniesienia, a to, co ze mną się działo, mogę śmiało określić mianem udręki. Jednak ostatecznie otworzyła dla mnie świat, w którym dotychczasowe priorytety ulegają dekonstrukcji i układają się na nowo.

Jednym z piękniejszych momentów był pobyt w szpitalu. Z powodu natury schorzenia – uszkodzenia wątroby – na oddziale, na który (obok pacjentów, do których choroba przyszła niespodzianie) trafia tak zwany „śmietnik świata”, w pewnym sensie skazany na przewlekłe, groźne czy zakaźne schorzenia. Narkomani, bezdomni, ofiary choroby alkoholowej. Wspólnym mianownikiem – żółta skóra, wychudzenie, jedna z kilkunastu diet w szpitalnym menu, w którym jedzenie przypomina zlewki ze szkolnej stołówki. Wieku, a niekiedy nawet i płci tych najbardziej zniszczonych życiem, często nie dało się nawet określić, gdy migali zza drzwi sal z kartkami „izolacja kontaktowa”. Myślę, że to szczyt cierpienia – izolacja. Różna od momentów samotności, czyli tak koniecznego dla zdrowia duszy i ciała bycia sam na sam ze sobą. Izolacja jako pozbawienie więzi – zabija.

„Na co pan czeka”, zapytała pielęgniarka pacjenta chudego jak nieopierzone pisklę, siedzącego w kurtce na krzesełku w korytarzu. „Wychodzę dzisiaj do domu”, odparł. „Przecież pan nie ma domu”, odpowiedziała rzeczowo. Mężczyzna spędził na tym krześle jeszcze wiele godzin. A gdy wychodziłam ze szpitala, był już na sali z kartką „izolacja”.

W tym doświadczeniu bólu i kruchości istnienia otwierały się dla mnie po kolei nowe, piękne, wzruszające światy. Nie wiem, czy umiem już o tym opowiadać. Dobrze mi było w tej ciszy i zamyśleniu. O jednym z doświadczeń, jakie wniosła choroba – o potrzebie redukcji – napisałam w tekście, który ukazał się wczoraj na portalu Aleteia Polska [KLIK].

Miałam wiele planów na tę wiosnę, ale zamiast ich realizacji dana mi została podróż do sensu życia.

Dziękuję tym, którzy swoją obecnością utwierdzali mnie w przekonaniu, że bez więzi nie istnieje prawdziwe życie

Małgorzata Rybak

2 komentarzy

Komentarze są zamknięte.