Pamiętam scenę z filmu „Cudowni chłopcy”, który bardzo mi się podobał, bo był o pisaniu (akurat wtedy pisałam swoją pierwszą i nigdy nie napisaną do końca powieść) – gdy profesor literatury, grany przez Michaela Douglasa, z piskiem opon wjeżdża do portu, siłą bezwładu otwierają się drzwi i wylatują z nich setki kartek książki, nad którą latami pracował. Wpadają do wody. Dzieło życia, w którym słowa nie nadążyły za zapętleniami myśli, przepadło. A zbiegło się to z momentem, gdy autor dowiedział się, że został ojcem.
Mówi się o nich „królowie” albo „mędrcy”, ale wiadomo, że dziś chodzi o dziecko. Ten cały wysiłek drogi i poszukiwania kończy się tym, że widzą małe, drżące, kruche ciało. Dziecka. Takie, które potrzebuje – przytulenia, obecności, karmienia, noszenia, uspakajania, śpiewania, kołysania. Bycia branym w ramiona, głaskanym, trzymanym. Na zawołanie. Blisko. Okazuje się, że tzw. „życiowa mądrość” nie polega na oglądaniu świata intelektem, ale o wrażliwości, kontakcie i więziach.
Tak to niestety często jest, że najpierw ze dwadzieścia lat trwa proces oddalania się od własnych dziecięcych i żywych części, systematycznie „wybijanych” nam „z głowy”, potem ze dwadzieścia lat – dowiadywania się, jak trudne i niemożliwe jest życie bez nich i kolejnych ze dwadzieścia potrzeba na wielki powrót. Do tego, co w sobie kruche, małe, bezbronne, potrzebujące. Co potrzebuje być karmione, noszone, kołysane. I czemu potrzebujemy zaśpiewać niejedną piosenkę, by miało odwagę żyć, bawić się i zasypiać.
Niech Was prowadzi dobra gwiazda do tych części. Do opowieści kruchego ciała, zatrzymanych w nim łez, miejsc, które trzeba ogrzać i rozmrozić, piwnic, z których potrzeba je wydostać. I opiekować się jak nowym członkiem rodziny.
Bądźcie dobrzy dla siebie 💚
m
Foto: Ania Rybak, córka ❤️ Figurka – to prezent od mojego brata bliźniaka. 💛