Nie da się nauczyć radzenia sobie z emocjami bez obecności drugiego człowieka, dorosłego opiekuna, który daje bezpieczeństwo spokoju, akceptacji i wsparcia. Tylko dorosły może pomóc dziecku poczuć i nazwać swoje uczucia („musi ci być ogromnie smutno”, „chyba jesteś zła”), zrozumieć je („bo bardzo ci zależało na…”, „bo to był…”, „bo każdy by się tak poczuł, gdyby…”) i uregulować (np. przez przytulenie, bliskość, wypłakanie, opowiadanie, podjęcie decyzji).
Jeśli jako dorośli sami tak nie umiemy radzić sobie z emocjami, można się tego uczyć tak samo jak dzieci. Na ogół z pomocą innych osób, których zabrakło przy nas, gdy byliśmy mali.
Bez tej ścieżki – poczuć, nazwać, zrozumieć i uregulować – albo emocje tłumimy i zaskakują nas, gdy dochodzą w końcu do głosu z wielką siłą (lub z wielką depresją). Albo je rozładowujemy przez krzyk na innych, szybką jazdę autem, alkohol, imprezowanie, krzywdzenie innych albo krzywdzenie siebie.
A uczucia przecież przychodzą jako nasi przyjaciele i zapraszają nas, byśmy je oglądali, rozumieli, gadali z nimi i opiekowali się sobą – by pokazane światu na zewnątrz nie były już niszczące, zalewające jak tsunami i straszne.
M
Fot. Arthur Aldyrkhanov / Unsplash