Może dlatego, że dla mnie samej przez długi czas moja złość była zagadką i ciągle uczę się ją dopiero oglądać i oswajać, nie przestaje mnie ona ciekawić. Mam ogromną potrzebę odnajdowania sposobów radzenia sobie z nią, gadania z nią, szukania dróg, by obracać ją w moc działania i wpływu, a nie drenujące porywy. Dziś szczególnie zastanawiam się nad takimi stwierdzeniami, które powtarzamy, a które niespecjalnie są uprawnione: „panować nad złością”, „kontrolować złość”. Jakby była czymś, co koniecznie trzeba zostawić na zewnątrz siebie. Nie mieć z nią kontaktu. Nie przeżyć jej w sobie.
Gdy tak próbujemy ją gdzieś upchać, stłumić i skontrolować, na ogół mamy wielki powrót. „Imperium kontratakuje”. „Obcy: decydujące starcie”. Zamknięta do weków liczeniem do dziesięciu – odstrzeliwuje pokrywkę. Liczona do setki – dopiero rośnie, nakarmiona jak się patrzy. Bez trudu zasiada potem za sterami naszej rakiety i mamy kino w stylu „strzelanka”. Po której jest smutno. Nam i innym bohaterom.
Naprawdę wierzę, że po to, by coś ze złością w swoim życiu zrobić, trzeba ją poznać i zaakceptować. Zrozumieć ją i przeżyć, zanim zaczniemy coś mówić czy robić. Dzielę się garścią myśli o tym w pierwszym tekście na ten temat dla portalu Aleteia Polska [KLIK] (kolejny za tydzień).
m
Fot. Wesley Balton / Unsplash
Dziękuję za podjęcie tego ważnego tematu. Czekam na kolejny tekst 🙂
Cieszę się, że znajdujesz w nim ważne wątki. Ślę pozdrowienia 🙂