Życie, od którego nie musimy uciekać

Życie, od którego nie musimy uciekać

Uciekanie od bólu to podstawowy odruch, który zapewnia przetrwanie. Najbardziej ludzki i w pełni uzasadniony instynkt ochrony siebie. Dzięki niemu nie wkładamy ręki do ognia i nie połykamy gwoździ. Czasami jednak ten instynkt robi nas w konia i nie pozwala zająć się sobą. Albo naprawdę o siebie zadbać. To znaczy sprawdzić, gdzie boli.

Mam poczucie, że moja praca i życie znajduje się na styku dwóch kultur. Jedna, to współczesna kultura tabletki przeciwbólowej i dawania rady z uśmiechem na ustach. Druga – dokłada do tego jakieś pokrzywione rozumienie duchowości i zaleca dawanie rady z uśmiechem na ustach pomimo bólu. A nawet dopowiada, że im więcej boli, tym lepiej. I choć wydaje się, że obie kultury wzajemnie są w konflikcie i się zwalczają, to myślę, że prowadzą do tego samego skutku: do odcięcia od siebie, zniszczenia kontaktu z sobą samym i własnym człowieczeństwem.

Żeby poradzić sobie z bólem, trzeba zobaczyć, gdzie boli i dlaczego. Nawet najlepiej pachnący balsam do ciała nie pomoże na poranione i odmrożone dłonie. I nawet najbardziej szlachetne idee nie zdołają w którymś momencie sprawić, by te dłonie były w stanie ugotować zupę.

Pisałam w zeszłym tygodniu o takim dbaniu o siebie, które polega na przyglądaniu się swojemu życiu i szukaniu, co zrobić, by bolało w nim mniej. Znajdziecie ten tekst TU [KLIK].

Bądźcie dla siebie dobrzy <3

m