Jechałam ostatnio ulicą, starą jak ja, która pamięta jeszcze moje dziecięce kroki do szkoły. Tu, gdzie wszystko poniemieckie, gdzie najlepszy bruk, gdzie sufity kamienic kończą się wyżej niż dwa metry czterdzieści.
(Wszystko, co ważne, mam w swojej rodzinnej dzielnicy, jakbym musiała tu wracać wiele, wiele razy, bo raz to za mało, by zrozumieć historie, które w niej zostawiłam).
Zatrzymałam się, by przepuścić na pasach ojca z bardzo małymi dziećmi. Dziewczynka trochę chciała iść, ale trochę nie chciała, więc próbowała zatrzymać ich pochód. Chłopczyk starał się nie nastąpić na żadne białe pole, więc jego kroki były długie, a ręka taty służyła za podpórkę.
Ów tata szedł w skupieniu, jakby zapomniał, jak to jest przechodzić przez ulicę samemu. Wytrwale posuwał się do przodu, bez cienia złości, choć zapewne wewnętrzne mechanizmy musiały ją jakoś poobracać, by mógł wiedzieć, że to tylko małe dzieci.
I że w końcu przejdą. I że najważniejsze, żeby bezpiecznie.
Nie mówił im: „Szybko, bo ta pani czeka, co wy robicie! Co ludzie pomyślą, jaki ze mnie ojciec”.
Nie wiem tego, ale może myślał sobie, jakim chce być ojcem dla własnych dzieci.
Potem widziałam innego tatę, który chodnikiem u mnie na wiosce toczył głęboki wózek, a na plecach niósł kilkuletnie dziecko. Uderzył mnie jego spokój, jakby pewność, że właśnie wszystko jest na miejscu. On, dziewczynka na jego plecach i niemowlę przed nim. Że to wszystko udźwignie, że dziewczynka może być tak kochana przez niego, że lekka jak piórko.
Opowiadałam też ostatnio mojemu fizjoterapeucie o eksperymencie deprywacyjnym, gdy niemowlęta oddzielono od mam i wszystkie zmarły. A że jest ojcem małych dzieci, wzdrygnął się. A że stał blisko, poczułam swoimi antenami, jak przez jego ciało przechodzi powstrzymywany impuls oburzenia, który mógłby wysadzić w powietrze świat.
Mówi się o kryzysie męskości, ale gdy patrzę na ojców nowego pokolenia, to widzę, że oni doskonale wiedzą – że w piersi mężczyzny potrzebne jest żywe, czułe, widzące serce ojca.
I to jest też o współczuciu. Zdrowego emocjonalnie człowieka można wychować jedynie przez nie. I samemu poradzić sobie z rodzicielstwem także dzięki niemu.
O współczuciu więcej TU [KLIK], zapraszam ciepło.
Małgosia
Fot. Juliane Liebermann