Ambiwalentny i zaabsorbowany styl przywiązania

zwany również w psychologii rozwoju człowieka nerwowo-ambiwalentnym lub lękowo-ambiwalentnym – to wzorzec tworzenia relacji, w którym z powodu wcześniejszych doświadczeń bliskość jest jedną wielką zagadką i czymś ogromnie deficytowym.

Dzieci z ambiwalentnym stylem przywiązania „wyrastają na dorosłych, żyjących wśród ogromu chaosu, lęku i niepewności. Ich relacje nie przypominają emocjonalnej pustyni, ale raczej powódź. Źródłem ich burzliwych doświadczeń są rodzice, którzy czasem byli przy nich obecni, a czasem nie. Takie ‚wzmacnianie przerywane’ – niekonsekwencja rodziców pod względem obecności – może powodować u dzieci wzrost potrzeby więzi. Nauczyły się one, że nie mogą liczyć na dostrojenie, kontakt i regulację w relacji z rodzicami, i w wyniku tej niekonsekwencji podchodzą do relacji z rodzicami i do świata z dużą niepewnością. Ich strategia adaptacyjna polega na tym, że wyrastają na dorosłych niemających wyraźnego poczucia wewnętrznej pewności w relacjach z innymi ludźmi. W przeciwieństwie do dziecka z unikającym stylem przywiązania, które minimalizuje potrzebę kontaktu, dziecko z ambiwalentnym stylem przywiązania ją wyolbrzymia” (D. Siegel. T. Bryson, Potęga obecności).

Gdy autorzy opisują interakcje lękowo-ambiwalentnych rodziców z dziećmi, pojawiają się w nich charakterystyczne tropy: ograniczona zdolność widzenia dziecka z powodu zalania własnymi emocjami (np. lękiem, stresem, niepewnością, czy robią dobrze, bezradnością, złością, smutkiem), w związku z czym dziecko chłonie napięcie rodzica i jego nieustanną niepewność. Ponieważ rodzic chce zaspokoić potrzebę dziecka, ale jest bardziej zajęty sobą niż nim, dziecko doświadcza pomieszania, zagubienia i poczucia winy, widząc smutną, niespokojną twarz rodzica blisko siebie.

Jako dorośli ludzie, osoby z tym wzorcem przywiązania doświadczają w relacjach chaosu, emocjonalnych burz i lęku; często są bierne w kontakcie, ponieważ brakuje im poczucia pewności odnośnie własnego „ja”; mogą także odpychać innych, by w ten sposób przeciwdziałać przemożnej potrzebie bliskości, tworząc w ten sposób błędne koło.

Gdy myślę o tym, wierzę, że rodzice, którzy odkrywają w sobie taki styl przywiązania, mogą robić równolegle dwie rzeczy: pogłębiać swoje rozumienie dzieci, uczyć się je widzieć jako oddzielne osoby i uczyć się takiego reagowania na ich potrzeby i emocje, które będzie konsekwentnym zapewnieniem o akceptacji i obecności. Drugą rzeczą, którą mogą robić rodzice, jest pogłębianie zrozumienia swojej własnej historii, odnajdowanie w sobie wewnętrznego dziecka i opiekowanie się sobą na różne sposoby w budowaniu bliskości z sobą samym i innymi ludźmi.

Bądźcie dobrzy dla siebie <3

m

#bliskosiebie #bliskodrugiego #bliskidom #potegaobecnosci

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *