Być obecnym, nie – idealnym

Być obecnym, nie – idealnym

„W byciu obecnym chodzi dokładnie o to, o czym myślicie. Chodzi o to, by być obecnym fizycznie przy dzieciach, a także o to, by zapewnić im obecność w sensie psychicznym. Zapewniacie ją, kiedy zaspakajacie ich potrzeby, kiedy wyrażacie swoją miłość do nich, kiedy je dyscyplinujecie, kiedy się razem śmiejecie, a nawet kiedy się z nimi kłócicie. Nie musicie być idealni. (..) Wystarczy, że będziecie obecni”.

„Być obecnym to dawać całe swoje 'ja’ – całą swoją uwagę i świadomość – kiedy jesteśmy ze swoim dzieckiem. Chodzi o to, byśmy byli mentalnie i emocjonalnie obecni przy dziecku w danej chwili”. (D. Siegel, T. Bryson, Potęga obecności)

Tu potrzebuję powiedzieć, że nie przepadam za słowem „dyscyplinować”, bo kojarzy mi się z rzeczami, które tą obecnością nie są, ale raczej odcięciem od kontaktu (rozkazywaniem, wydawaniem poleceń itd. – w ostatnim tekście dla Aletei pisałam o tym, co według mnie lepiej się sprawdza niż to [KLIK]). Zamiast „dyscyplinowania” wolę „opowiadanie o granicach”, „umawianie się”, „dogadywanie”, „współpracę z dzieckiem”.

Wydaje mi się, że gdy dzieci są na przymusowych feriach z powodu zagrożenia epidemią, można czuć taką pokusę, by zrobić im listę zadań i spowodować 100 procent efektywności. Proponowanie różnych rzeczy i struktura są fajne, a jednocześnie ja chciałabym pamiętać, że dzieci także mają dużo więcej stresu do zagospodarowania, gdy jak radary zbierają nasz lęk, niepokój wylewający się z mediów i innych miejsc. I one, podobnie jak my, potrzebują zaopiekowania napięcia bardziej niż wzmacniania go. Więc ta domowa obecność może się stawać synonimem odpuszczania, bardziej przytulania, zabawy i kina domowego, niż wyrabiania stu procent normy szkolnej. Doświadczania bliskości, empatii, solidarności.

Jak to wygląda u Was?

Bądźcie dla siebie dobrzy <3

m

#bliskosiebie #bliskodrugiego #bliskidom #potegaobecnosci