O co prosi Twoje ciało dzisiaj? Żeby dać już sobie spokój z kolejnym zadaniem? Może nieśmiałym katarem czy bólem gardła prosi o miękki koc i kubek ciepłej herbaty, i w ten sposób przypomina, że łagodność świetnie się sprawdza, gdy zaczyna się ją praktykować od samej siebie? Może mówi o tym, że zmartwienia i problemy do rozwiązania wcale nie są na czubku listy trosk, bo bez troski o ciało zabraknie sił, by podejmować coraz to nowe wyzwania?
Może prosi Ciebie, żeby robić mniej? Żeby usiąść na kanapie obok męża i oprzeć policzek na jego ramieniu? Przytulić dzieci i spędzić wieczór turlając się po dywanie albo ogłaszając wojnę na gilgotki? Żeby zamiast planować kolejne spotkanie i wyjazd w chłód, zostać w środku? Żeby zamiast samotnej krucjaty udowadniania, że dam radę przywieźć dwie tony zapasów, poprzestać na chlebie i kartonie mleka, kupionej po drodze do domu – za to więcej czasu spędzić razem? Albo w fotelu z książką, albo robiąc nic?
Kiedy ciało boli, marznie, niedomaga, kryzysuje, wysyła sygnał o naszych granicach. Granicach ludzkich możliwości. Poza którymi jest jazda na rezerwie i bez oleju, a wraz z nią potem wysokie koszty naprawy zatartego silnika.
Nie smagaj ciała kolejną kawą. Nie dokręcaj już śruby. Najpierw nie dokręcaj jej sobie – z większą łatwością odpuścisz. Mężowi, dzieciom i kierowcy, co się zagapił na zielonym.
Zaopiekuj się sobą. Zbierzesz tego potem piękne owoce – radości z troski o innych.
Małgorzata Rybak
Pani Małgosiu, właśnie to robie! Czeka mnie dzis wizyta u dentysty, wiec dzieci musialy pojsc do przedszkola, a ja wsluchalam się w siebie i choc zaplanowalam wyjście na pocztę, potem rundke po sklepach, stwierdzilam, ze to czego potrzebuje dzisiaj (dodatkowo w stresie przed borowaniem), to pobyc samotnie w domu, w ciszy, poczytac sobie, a tych rzeczy ktore planowalam kupic wcale nie potrzebuje. 🙂 Regeneracji psychicznej natomiast bardzo 🙂 Dziękuję!
Dziękuję! Powodzenia podczas wizyty i wielu dobrych pomysłów w znajdowaniu czasu na zawieranie przyjaźni z sobą samą. 🙂
Cóż dodać. Od kiedy niedawno przeczytałam lipcowy wpis o zakorkowanej Ustce, a zwłaszcza ostatni akapit w tym wpisie, hmm, zaczęłam od siebie. Mocno ograniczyłam cukier. Zaczęłam jeść śniadania. Takie w domu. Zapisałam się na wizyty kontrolne i wreszcie na kilka serii fizjoterapii, sięgnęłam po przepisane witaminy, chodzę spać przed 24ą. I wierzcie – nikomu korona z głowy nie spadła!! Ani w rodzinie ani w pracy 🙂 Hmm. Czy to jednak nie jest paradoks, że się tak zachwycam czymś co powinno być oczywiste? Pozdrawiam i dziękuję.