Gdy zobaczyłam ten obrazek w książce Siegela, zaczęłam się zastanawiać, dlaczego potrzebujemy takich instrukcji: „gdy twoje dziecko czuje zdenerwowanie lub smutek, okaż mu czułość”.
Dlaczego czasem dzieje się inaczej – i wtedy smutek i zdenerwowanie dziecka wzbudza u rodziców złość, irytację, zniecierpliwienie? Albo dlaczego płacz dziecka może nas obezwładniać i czujemy się podobnie przytłoczeni i bezradni jak ono?
Myślę, że wiele zależy od tego, czego rodzic sam doświadczył, gdy był dzieckiem. Czy łzy wzbudzały czułość i empatię, czy właśnie wtedy sypały się rodzicielskie pretensje, krzyk, wyzwiska. Czy rodzic wierzył w smutek i zdenerwowanie dziecka, czy raczej mawiał: „uspokój się natychmiast!”, „wymyślasz”, „nie ma czasu na bzdury”.
Może nie było krzyku i nagany, ale nie było też nikogo, kto mógłby podarować wspierającą obecność – i smutek rozlewał się jak ocean, lęk nie znał granic, zdenerwowanie pętliło myśli w głowie.
Ogromny wpływ na to, jak reagujemy na kłopoty dzieci, ma nasze własne doświadczenie. Ma też znaczenie, co w tej sytuacji o dziecku myślimy i w co wierzymy. Nie pomaga, gdy myślimy, że „robi na złość”, „zawsze utrudnia”, „przesadza”, „mogłoby inaczej”. Nie pomaga też, gdy boimy się trudnych uczuć, jak smutek, zdenerwowanie czy bezradność, albo wydaje się nam, że trzeba szybko coś z nimi zrobić, by ich nie było.
Dzieci bardzo potrzebują znajdować w nas tych pierwszych na świecie, którzy im wierzą i przy nich są. Którzy zrobią w sobie miejsce na ich trudne uczucia, by mogły wybrzmieć, uspokoić się i odpłynąć.
Bądźcie dla siebie czuli ?