Duchowość, która nie rani

Duchowość, która nie rani

Zastanawiając się w zeszłym tygodniu nad tematem do Aletei na Wielki Tydzień, doszłam do wniosku, że chciałabym opowiedzieć choć mały kawałeczek o „ciężarach nie do uniesienia” – czyli o tym, w jaki sposób pewne doświadczenia z dzieciństwa mogą wpływać na religijność. Napisałam więc w weekend taki tekst, dzisiaj opublikowany – dlatego, że w moim odczuciu za mało mówi się o skutkach urazów psychicznych dla duchowości. Niewystarczająco opiekuje się kruchość ludzi głęboko zranionych. Obciąża ją dodatkowo wszechobecny kult zasługiwania na miłość, „robienia”, „doskonalenia siebie”, „naprawiania siebie”, „brania na siebie” i nieustannego życia kosztem siebie (psychicznym i fizycznym), jakbyśmy byli wszechmogącym perpetum mobile, które niczego nie potrzebuje.

Piszę w tym artykule [KLIK] o przejmującym mnie do szpiku geście umywania nóg, ponieważ on dla mnie jest stawianiem świata z powrotem na nogi. I pokazywania, kto jest człowiekiem, a kto Bogiem. I kto się kim opiekuje.

Jestem ciekawa, co do Was z tego tekstu zawoła.

Bądźcie dobrzy dla siebie 💚

M