Wiele zamętu sprawia zakładanie złej woli dziecka. Już jako noworodek – „manipuluje” ono i „wymusza”. Jako niemowlę – „złości się” i „jest niegrzeczne”. Ten pogląd można z powodzeniem aplikować do każdego wieku, a wychowanie staje się ciągłą walką o władzę. Dziecko – to niebezpieczny uzurpator, który zajmie nasz tron, gdy tylko pokażemy jakąkolwiek słabość i zrezygnujemy z roli despoty. Ze strachu, co wtedy będzie, przykleja się łatę „bezstresowego wychowania” do wszystkiego, co opiera się na wzajemnym porozumieniu, bliskości i szacunku, nie zaś rozmaitych formach szantażu i przemocy.
Pomaga założenie odwrotne: że dziecko kieruje się dobrą wolą i w każdym momencie działa najlepiej, jak umie, posługując się tymi strategiami, jakie zna. Noworodek płacze, gdy chce się przytulić, bo świat bez ramion mamy odbiera jako zagrażający i nieznany. Niemowlę krzyczy i płacze, gdy jego pragnienia przekraczają ciągle jeszcze małe możliwości samodzielnego zdobywania świata. Nastolatek buntuje się, szukając odpowiedzi na pytanie, kim jest i po co jest świat, do którego zaraz wejdzie jako dorosły człowiek.
Kiedy rodzic nie zakłada, że dziecko „chce źle”, ale wie, że póki co ono jeszcze nie umie inaczej, może wiele zdziałać. Może zapytać siebie: „Czego potrzebuje nasze dziecko, żeby mogło się rozwijać? Jakie wsparcie jest mu potrzebne?”. Może zapytać dziecka: „Czego Ci brakuje w naszym domu, żeby było to miejsce bliskie także dla Ciebie?”. Może budować więź i stawać się dla dziecka godnym zaufania przewodnikiem, który wspiera w rozwijaniu nowych sposobów radzenia sobie ze sobą i ze światem.
M
Fot. Picsea / Unsplash
Dziecko ma potrzeby tak jak każdy z nas. Nie każdą potrzebę naszą jak i dziecka można zaspokoić. Samej bywa mi ciężko przy dziecku, gdy mała chce przez cały czas być noszona na ręku lub karmiona piersią. Pewnie to minie. Teraz postawienie jej na podłodze lub podanie normalnego jedzenia kończy się krzykiem. Tłumaczę, przytulam, daję różne potrawy….skutkuje na krótko lub w ogóle. A przecież ja też potrzebuje skorzystać z łazienki, zjeść. Akceptuję jej krzyki, bo muszę jakoś funkcjonować.
Słyszę, że jesteś naprawdę zmęczona tym czasem w Waszym życiu! Nie znam Waszej sytuacji, ale pewnie zapytałabym siebie, czy to jest normalny moment rozwojowy dziecka, czy wydarzyło się coś, co zaburzyło potrzebę bezpieczeństwa i bliskości, i stąd to pilnowanie Ciebie przez córeczkę. Nasuwa mi się też myśl, że po tym, co piszesz, bardzo widać, jak rodzic potrzebuje wsparcia i możliwości zaopiekowania się sobą, by wychodzić naprzeciw potrzebom dziecka. To mało doceniania sprawa, zwłaszcza w kulturze „Matek Polek”, gdy łatwiej krytykować, niż zaproponować: „przyjdę na 2 godziny zaopiekować się Twoim dzieckiem”, żeby mama mogła zatroszczyć się o drzemkę, spacer czy własny wartościowy posiłek.