Zadbać o siebie w konkretach trudnego czasu

Nieprzerwane choroby w naszej rodzinie i inne trudności, jakie napotykamy, tworzą od początku września z naszej codzienności poligon wyzwań. Mobilizujemy wszystkie siły, by znajdować sposoby poradzenia sobie z nimi. Pewnie nie jesteśmy w tym odosobnieni.

Wraca do mnie w tym czasie mocno myśl o tym, że oboje jako rodzice potrzebujemy zadbać o siebie. Odwołuję się do naszych doświadczeń dlatego, że łatwiej mi wytłumaczyć, co w moim przekonaniu jest dbaniem o siebie – by nie dawać wrażenia, że chodzi mi o jakieś powierzchowne rzeczy, typu kupić w aptece suplementy diety lub “wysypiać się”, gdy co półtorej godziny trzeba wstać do kaszlącego czy gorączkującego dziecka. Przez dbanie o siebie w sytuacjach szczególnie wymagających rozumiem na przykład niebranie na siebie żadnych dodatkowych zobowiązań i nieprzyjmowanie żadnych propozycji, które zużywają energię, tak bardzo potrzebną na inne sprawy. Myślę też o “zaparkowaniu” nawet dużych zmartwień, które z uwagi na sytuację muszą stracić swój priorytet, nawet jeśliby ktoś miał się obrazić – i niezajmowanie nimi głowy.

Dbanie o siebie to odłączanie się od bodźców, które ranią, odbierają nadzieję, powodują dyskomfort. Zamykanie drzwi, przez które wchodzą te same kłopoty w przebraniu łagodnego baranka. To dla mnie także korzystanie z tych momentów, jakie się nadarzają, żeby przypomnieć sobie, że jestem niewyspana i mogę zadbać o drzemkę, a jeśli nie jest ona możliwa – spędzić pół godziny siedząc i nie myśląc o niczym, ale przynajmniej siedząc – bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia. To zdolność powiedzenia sobie, że jest dobrze, gdy z całego stosu prania udało się wyprać tylko jedną pralkę. To znajdowanie dla siebie słów otuchy i przyjaźni. To czas na zdrowy posiłek, nawet jeśli wymaga on więcej zachodu niż wrzucenie w siebie batona. To spacer zamiast zamiatania podłogi.

Po co? By każde z nas mogło być blisko siebie samego i innych członków rodziny. Żeby pamiętać, że każdy z nas zasługuje, by być potraktowanym poważnie. By nie zabrakło przy tym chwil radości i beztroski. Żeby nie ranić niecierpliwością i irytacją naszych dzieci, które czytając ją w naszych gestach czułyby się winne, że nas potrzebują. By nie musiały odwracać ról i opiekować się nami, bo sami zapomnieliśmy, jak to się robi – nie umiejąc po dorosłemu zadbać o siebie.

M

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *