„Ludzie boją się, że im silniejsza więź między rodzicami a dzieckiem, tym trudniej będzie dziecku nawiązać relacje z ludźmi spoza rodziny. Tym bardziej będzie wisiało na rodzicach i bało się zewnętrznego świata.
Tymczasem droga do prawdziwej autonomii wiedzie przez przywiązanie. Tego etapu nie warto przeskakiwać. Satysfakcjonujące funkcjonowanie w dorosłym życiu oparte jest o równowagę między autonomią i umiejętnością nawiązywania bliskich relacji z ludźmi. Potrzeba więzi i kontaktów stale jest obecny w ludziach. Prototypowa więź dziecka z jego pierwszymi opiekunami kształtuje zdolność do wychodzenia w głębokie relacje z innymi ludźmi na całe dalsze życie. Więź to miłość to najbardziej pierwotnej postaci.
Warto przy tym wspomnieć, że nie chodzi dokładnie o to, żeby ta więź była tylko intensywna. Zazwyczaj najbardziej przywiązują się te dzieci, które są traktowane warunkowo bądź nie są pewne, co je może za chwilę spotkać ze strony rodziców. Raz są głaskane, nagradzane, a innym razem karcone. Czasem są przytulane, a czasem odpychane. Tak powstała więź jest bardzo silna, bo dziecko cały czas koncentruje się na relacji, na pielęgnowaniu jej, na przypodobaniu się opiekunom. Niestety przez to ma mniej energii do własnego rozwoju.
W przeciwieństwie do takiej sytuacji zdarza się, że więź z opiekunem jest tak słaba i niepewna, że dziecko nabiera cech pozornej niezależności i samodzielności. Wydaje się, jakby było bardzo dojrzałe i nie zależało mu na bliskiej relacji z opiekunem. Jednak tak naprawdę dziecko nie domaga się bliskości, bo nie chce się kolejny raz rozczarowywać odmową. W ten sposób traci źródło energii, która pozwala mu się rozwijać i musi korzystać z wielu sposobów, żeby sobie z tą sytuacją poradzić. Nie ma do kogo się odwołać, kiedy jest mu trudno i nie umie prosić o pomoc. Choć na zewnątrz nie jest to widoczne, stres, który przeżywa dziecko, nie zmniejsza się, znikają tylko jego oznaki.”
Agnieszka Stein, Dziecko z bliska
Fot. Kenny Krosky / Usnplash