Nie bierz się w garść

„Weź się w garść!”. Trudno o mniej wspierające słowa.
Chyba że stoisz w płonącym budynku i strażak chce Ciebie z niego wypchnąć, żeby Ci uratować życie. Choć – bądźmy szczerzy, nawet i tu bardziej by pomogło, żeby z Tobą skoczył. Albo obiecał, że na dole na pewno ktoś Cię złapie.

Bierzemy się w garść każdego dnia. Przez porządki w szufladach, bo może jak poskładamy wszystkie połamane długopisy i do teczki wsadzimy gwarancję na suszarkę do włosów, której już dawno nie mamy, to życie będzie jakieś bardziej… ogarnięte.

Bierzemy się w garść. Nastawiamy budziki. Poprawiamy grzywkę. Sprawdzamy, czy uśmiech dobrze się trzyma na miejscu. Czasem odrobina pudru zakryje na twarzy cień ledwo przespanej nocy. Wyprasowany kołnierzyk spod swetra zasugeruje, że reszta też bez zarzutu, choć wiadomo. Że może ledwo zdjęta z suszarki i jeszcze dołem mokra.

Bierzemy się w garść, poganiając swoje ciało. Bo założyliśmy, że może więcej, szybciej i sprawniej, a ono jak osioł zatrzymuje się i gapi w dal albo rolkę fejsbuka, spragnione, by ktoś je zatrzymał. Położył rękę na ramieniu. Powiedział: „Jestem. Wszystko będzie dobrze”.

„Brane w garść” kruche kawałki są jak dzieci, którym ktoś krzyknął „uspokójcie się”. I na chwilę, na moment, cichną. Ze strachu, a nie dlatego, że takie spokojne.

A potem znowu płaczą, chcą się przytulić, wieszają się na nogach, by je wziąć na ręce, przykładają usta do samego ucha i próbują, że może szeptem. Może szeptem jak powiedzą, to usłyszymy, bez denerwowania się na nie.

Możesz nie brać się w garść. Możesz przygarniać te wszystkie maluchy w sobie, które chcą być usłyszane. Które chcą oddychać. Móc się bać. Zapłakać, gdy jest smutno. Pobawić się, gdy znużyła rutyna. Być w kontakcie. Być blisko. Znaleźć w dniu tyle miejsca, by nie żyć w ściśniętej garści, która odbiera powietrze.

Przygarnij. Przytul. Wykąp w ciepłej herbacie. W ciepłej kąpieli. Oprzyj o poduszkę i okryj kocem. Pokaż chmury. Plamki na księżycu, co wyszedł popatrzeć na świat. Daj im usłyszeć bliski głos kogoś, kto pozwoli Ci nie być w jednym, wziętym w garść, eksportowym kawałku.

Nie bój się – nie stracisz tej części, która sprawia, działa, zdąża. Ale może ona potrzebuje się trochę posunąć, by te inne także mogły być w rodzinie. By poczuły się widziane i kochane. Może tej zdążającej dadzą w końcu odpocząć, gdy zajmą się przytulaniem, zabawą i tworzeniem piękna z niczego.

Bądźcie dobrzy dla siebie 🧡
m
Mniej mnie tu w styczniu, bo wiele się u mnie działo i w przygotowaniu sporo nowego, i trochę zmian. Więc i ja potrzebuję. Przygarniania siebie, a nie brania się w garść. ❤️

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *