Przygotowując warsztaty o granicach, zastanawiałam się, jakiego użyć obrazu. Przyszedł mi do głowy taki, jak widać na obrazku pod tekstem. Kiedyś narysowałabym płot. Może drzwi. Zamknięte albo otwarte. Dziś jednak granice dla mnie mają początek znacznie bliżej, niż w okolicach płota. W sercu, ciele, uczuciach, myślach.
Do tego, by rozmawiać o granicach, potrzebne jest słuchanie siebie i kontakt z samym sobą. Tylko tak potrafimy określić, co nam służy, a co zaszkodzi. Tylko tak możemy ocenić, jak jest z nami w tym momencie i na co mamy zasoby oraz przestrzeń. I tylko w ten sposób możemy także korzystać z własne historii – „ileś razy na coś się zgodziłem/zgodziłam i to nie okazało się potem dobre ani dla mnie, ani dla relacji”. Będąc w kontakcie ze sobą – również wchodzimy w kontakt z tym, co dla nas najważniejsze w życiu. I potrafimy ocenić, czy zgoda na coś nam ten obszar priorytetów naruszy, czy też będzie go wspierać.
Bardzo często ludzie mylą opiekowanie się granicami z asertywnym mówieniem. Są zmęczeni swoją nieskutecznością – nie tylko już mówią, ale nawet krzyczą o tym, jak bardzo się na coś nie zgadzają. I zupełnie nic z tego nie wynika. Próbowałyśmy na to wszystko patrzeć podczas cyklu, który skończył się tydzień temu, i szukać innych strategii. Dziś jeszcze spotkamy się wieczorem na dopowiedzeniu i podsumowaniu w formie dodatkowego warsztatu.
Wiele dała mi ta „Droga do siebie samej”. Jak zwykle był to dla mnie ogromnie wartościowy czas dużej koncentracji i wędrowania razem z kobietami, które zdecydowały się tę drogę podjąć. Mam ogromną wdzięczność za te siedem tygodni, za wymianę, dzielenie się i bezpieczeństwo wzajemnego wysłuchania i przyjęcia, jakie udało się nam stworzyć.
M
(Rysunek – własny)