W traktowaniu siebie z życzliwością nie pomaga nam kultura nieustającej oceny, w jakiej żyjemy. Według jej standardów:
– Niepowodzenia kierują nas w miejsce, gdzie mówimy do siebie o tym, „jacy jesteśmy”: „beznadziejny w relacjach”, „niezorganizowana”, „słaby z fizyki” – zamiast orientować się, czego nie umiemy i w czym potrzebujemy się czegoś nauczyć albo iść po wsparcie.
– Błędy należy „karać”, zamiast szukać sposobów ich naprawiania.
– Ludzie działają lepiej dopiero wtedy, gdy poczują się gorzej (i że są „gorsi”, albo nawet – „najgorsi”).
Bywają pewnie sytuacje, w których skuteczne bywa dopiero odbicie się od dna, ale jestem przekonana, że znacznie częściej ludzie, którzy całe życie byli oceniani i dziś sami opowiadają o tym, jacy są denni – nie odbijają się wcale, lecz grzęzną w oceanicznych dołach i rozpaczy, jaka się w nimi łączy.
Może za mało naprawdę zwracamy uwagę na to, jakie to uczucie, czuć się „gorszym”. Może jest tak dławiące, że idzie się w nim utopić. Może wcale nas nie rozwija tak bardzo, jak chcemy w to wierzyć.
Jeśli chcesz zorientować się w swoich wewnętrznych dialogach i poszukać w nich przyjaźniejszych miejsc niż „dowalanie sobie” – zapraszam serdecznie na środowy warsztat online [KLIK], są na niego jeszcze wolne miejsca.
Bądźcie dobrzy dla siebie <3
M