Kłócić się krócej

Kłócić się krócej

Zastanawiam się, czy znam kogoś, kto pobrał się po to, by się kłócić z drugim człowiekiem. Bo mu tego brakowało, więc postarał się o żonę (lub męża). Wierzę, że jednak zdecydowana większość ludzi, wchodząc w małżeństwo, pragnie życia pełnego harmonii i porozumienia. Myślę nawet, że to pragnienie harmonii i porozumienia często bywa powodem konfliktów. Kłócimy się z tą intencją, by druga strona w końcu nas zrozumiała, a nasze wspólne działania miały sens (akurat w tym momencie jasny tylko dla jednej strony). Przynajmniej tak jest u nas.

Niestety cel (porozumienie) i środki (kłótnia) w tym wypadku należą do innych bajek. Cel kieruje nas w stronę „żyli długo i szczęśliwie” (o tym, że wieczna idylla to też niebezpieczna idealizacja i skąd się ona bierze, piszę w ostatniej książce [KLIK]), a środki – w stronę „wichrów wojny”, „imperium kontratakuje” i w rezultacie „czasu apokalipsy”. Głównie dlatego, że w kłótni przestajemy się nawzajem słyszeć. „Nie słyszę cię, gdy krzyczysz” – taki paradoks, którego boleśnie doświadczamy. I jako odbiorcy, i jako „nadajniki”. Może bardziej wiedzą to dzieci, gdy krzyczą z drugiego pokoju: „przestańcie się kłócić!”.

Podobno Einstein powiedział, że szaleństwem jest robić to samo, spodziewając się tym razem innego skutku. W ramach cyklu „jak zrobić coś inaczej w małżeństwie” dla portalu Aleteia Polska napisałam o tym, jak kłócić się krócej. Czyli o praktycznych rzeczach, które można zrobić, by kłótnia nie pochłonęła wiele czasu i ofiar w ludziach. Tekst można przeczytać TU [KLIK]. Może macie jeszcze inne sposoby?

M

Foto: nasza Ania. Wszystko na tym zdjęciu jest prawdziwe – ścierka do stołu na parapecie i „Mleko prawdziwe” z lokalnego marketu.