Kogo zawiedziesz?

Kogo zawiedziesz?

Czy mieszkasz w domu, w szałasie czy w namiocie? Gdzie w głebi serca czujesz się zadomowiony/zadomowiona? Czy masz poczucie, że wokół Ciebie stoją ściany, a Ty otwierasz drzwi, gdy masz na to ochotę i możliwości, czy też drzwiczkami do Twojego szałasu porusza bez trudu wiatr i w zasadzie nie przestają się kołysać na zawiasach? A może na chwiejnych patykach wisi płótno namiotowe i nie tylko każdy może wejść do Ciebie bez pukania, ale nawet zerwać dach znad Twojej głowy jednym ruchem ręki?

Jasne, że piszę o wewnętrznym domu, nie o sytuacji mieszkaniowej każdego z nas. Możesz wynajmować pokój – i być u siebie. Możesz w dosłownym znaczeniu mieć piękny dom i domofon przy furtce, ale wewnętrznie nie chronią Twojej przestrzeni żadne zapory.

Nasze bezpieczeństwo i szansa na życie zgodne z własnymi wartościami zależy od granic. Nie tych wykrzyczanych post factum dzikim zmęczeniem, że znowu zrobiliśmy coś dla kogoś, mimo że nie mieliśmy na to zasobów. Możesz krzyczeć o tym do najbliższych, możesz nosić w sobie wiele pretensji w miejscu pracy. Ale nie musisz. Kluczem do Twojego spokoju jest słowo „nie”. Ono jest tak silne, że nie potrzebuje wielkich środków wyrazu. Można wypowiadać je z łagodnością, można pokazywać je decyzjami, które chronią nasze fundamentalne potrzeby więzi, poczucia sensu własnych działań, odpoczynku.

Miałam przez więle lat życia taki pomysł na siebie, żeby „nigdy nikogo nie zawieść”. Gdy sobie to uświadomiłam, wymyślając i poszukując ćwiczeń na warsztaty (i najpierw gruntownie przerabiając je na sobie), doszłam do wniosku, że jedyne, co w mojej mocy, to wybrać, kogo zawiodę. Jedynym logicznym rozwiązaniem jest nadać skalę ważności sprawom i ludziom, poczynając od tych najbliżej wokół mnie. Potem już mówienie „nie” staje się coraz łatwiejsze, bo „tak” po prostu nie przechodzi przez gardło. „Tak” zostaje przy tym, co najważniejsze i to nie tylko z perspektywy „dzisiaj”, ale i całego życia.

O reakcji na Twoje „nie” świetnie pisze Shauna Niequist w książce, która ostatnio wpadła mi ręce (dosłownie, bo wygrałam ją w radiowym konkursie):

…niektórzy, zaglądając ci z fascynacją w twarz, mówią: Ja też tak chcę. Twoja szczerość i wolność daje im przyzwolenie na własną szczerość i wolność.

A niektórzy wcale nie godzą się na taki sposób życia. Wolą, żebyście dalej dla ich korzyści dalej działali ponad swoje siły. Albo są tak uwikłani w swoje hiperfunkcyjne życie, że jako osobisty afront wobec ich systemu wartości traktują twoje nienormalne reakcje, na przykład: Przepraszam, nie dam rady tego zrobić. (…) Trzymajcie się ludzi, którzy szanują wasze „nie”, wspierają was w mówieniu prawdy i cenią wasz rozwój bardziej niż zaspokajanie własnych potrzeb czy celebrowanie własnych patologii.*

„Nie” rzeczywiście działa jak sito dla naszych relacji. Po co Ci jednak relacja, w której nie możesz postawić najmniejszego zasieku, by ochronić to, co dla Ciebie najważniejsze, bo ktoś się obrazi albo będzie stosował emocjonalny szantaż („myślałem, że mogę na Ciebie liczyć…”)?

Wstaw zamki do drzwi do Ciebie. Potrzebujesz tej przestrzeni. Nawet jeśli ktoś nie zrozumie. Z tej przestrzeni rodzi się wolność dawania siebie innym.

Małgorzata Rybak

*Shauna Niequist Piękne życie, Znak 2017, s. 50.