Jadę dziś na kolejny zjazd Wielkopolskiej Szkoły Psychoterapii – zbliżamy się powoli do końca naszej wspólnej dwuletniej drogi.?
Na dworzec zawozi mnie zawsze mój Tato i liczę razem z nim, ile już za mną, ile jeszcze przede mną.
„Jeszcze tylko 28 zjazdów do końca całej szkoły”, mówię, a on uśmiecha się i odpowiada:
„Zleci jak z bicza trzasł”.
Wspiera mnie ten jego optymizm.w końcu ma tyle lat, że wie. Tym bardziej dobrze jest być razem z nim w tym momencie właśnie, zanim to wszystko zleci i minie.
Schować go w sercu, uśmiechnąć się do wagonu zastępczego i opóźnienia.
Mając czasu jak lodu na Grenlandii, pochodziliśmy po dworcu, który mój Tato pamięta jeszcze z czasów, gdy jako inżynier nadzorował w nim naprawy torów.
Jest we mnie ten kawałek „córki kolejarza”, która zjeździła pociągami kawał Polski i zapach starego zastępczego wagonu kojarzy się jej z dzieciństwem.
Moje rytuały, jak ten comiesięczny pakowania się, bycia odwożoną przez Tatę na dworzec i wyjeżdżania do Szkoły, prowadzą mnie do stawania się psychoterapeutą.
Pracy, w której odbywa się nieustannie podróże w czasie. By pozbierać, jak dobrze działający skład kolejowy, pogubione kawałki siebie.
Zamrożone, zamarłe, potrzebujące i te, które nie mają pojęcia, jaki mamy teraz rok.
Te pozostawione bez opieki na peronie dziewięć i trzy czwarte, gdy nie otwarł się żaden portal do Hogwartu – i do dziś wierzą, że mają przed sobą tylko ścianę.
Ten pociąg ułoży chronologię i dowiezie nas do tu i teraz, gdzie będziemy mogli coraz sprawniej żyć, kochać i śmiać się – jak na grafice z porannego posta.
Z wózeczkiem podjedzie rozwoziciel napojów i poda nam wodę, kawę albo ciepłe kakao. Wedle życzenia.
Ściskam Was z tej podroży do bliskiego już towarzyszenia terapeutycznego osobom, które potrzebują pozbierać zgubione cząstki siebie z najodleglejszych stacji (ja dziś w pociągu relacji Praga – Gdynia).
Bądźcie dobrzy dla siebie
Małgosia