Mi tam obojętnie

Mi tam obojętnie

– Chcesz herbatę zieloną czy czarną?

– Mi tam obojętnie.

A czasem tak:

– Chcesz kawę w małym kubku czy dużym?

– To bez znaczenia.

I jeszcze:

– Zrobić ci coś do jedzenia?

– Nie chciałabym sprawiać kłopotu.

I także:

– Gdzie ci będzie wygodniej?

– Mną się nie przejmuj.

Niepozorne opowieści o niczym, a jednak bolesne zapisy długiej historii i obfitej w zdarzenia, przez które można było na siebie zobojętnieć. Gabor Maté powiedział kiedyś, że nie moglibyśmy użyć słów: „nie chcę sprawiać ci kłopotu”, gdybyśmy wcześniej, jako dzieci, się nie dowiedzieli, że sprawiamy kłopot, cokolwiek chcąc albo potrzebując. I do dziś możemy się obawiać, że ktoś o nas źle pomyśli albo nam to bardzo wyraźnie okaże, jak bardzo nie w porę, jak bardzo nie na miejscu albo jak niedorzeczne są nasze potrzeby. Lub z przyzwyczajenia nie chcemy być ciężarem. Kłopotem. Wierząc, że gdy zaczniemy stąpać po ziemi tak lekko , że żadne wgniecenie w niej nie powstanie, ona pozwoli nam być i nosić nas na sobie. Tylko jeśli nie będziemy nic ważyć.

Druga rzecz, jakiej musieliśmy się dowiedzieć, to że nie wolno odmawiać. Że żyjemy w świecie, w którym trzeba spełniać oczekiwania wszystkich. Więc jeśli nasza prośba będzie zbyt odważna, drugi człowiek nie zdoła zadbać o siebie. Nie zdoła powiedzieć: chętnie ci zupę odgrzeję, ale kotletów teraz nie chcę smażyć, bo wolę, żebyśmy posiedzieli razem w słońcu, zamiast stać w kuchni.

Więc nie sprawiamy kłopotu, by nikt nie musiał być w sytuacji, że narusza siebie i daje nam coś ponad własne siły i zasoby.

Moja serdeczna koleżanka opowiadała mi kiedyś, że uczy się siebie w małych rzeczach. Że pyta siebie, co lubi. Czy chciałaby kawę, czy herbatę. Czekoladę, czy ciastko. Siedzieć przy oknie, czy przy drzwiach. Dla wielu ludzi to oczywiste, ale dla równie wielu to mikropozwolenia na to, by nie być w końcu obojętnym na siebie. Nawet jeśli przez cały szmat życia od jego zarania nikt nie pytał: „Czego chcesz?”.

Bądźcie dobrzy dla siebie <3

m